Inny blog. >> czwartek, 9 kwietnia 2009 10:22:09
Słuchajcie. Tutaj na mylogu bardzo dużo się pozmieniało i szczerze powiedziawszy nie umiem się w tym wszystkim połapać. Podczas, gdy mylog był nieodstępny zaczęłam pisać całkiem inne nowe opowiadanie w serwisie www.blog.onet.pl i tam teraz powstaje moja twórczość.
Jeśli ktoś lubił czytać to opowiadanie, a raczej lubił czytać moje wpociny i to jak pisze zapraszam na mojego bloga z opowiadaniem na www.bo-jestes-ty.blog.onet.pl.
Nie jest to tak magiczne opowiadanie jak to, ale mam nadzieję, że zainteresuje was ;)
Pozdrawiam.
komentarze [1]..... >> sobota, 17 stycznia 2009 22:34:27
Prawdopodobnie wrócę.
komentarze [3].. >> sobota, 11 października 2008 21:14:53
everything gonna changed
komentarze [1]koniec... >> niedziela, 17 sierpnia 2008 16:30:45
Cóż... Tak widzicie się potoczyło... To koniec tego bloga... Szansa, że wrócę? Ujmę to tak... Jesli chcecie miejcie nadzieję... Ale na złudno... Wszystko w moim życiu się zmieniło.. Pewne uczucie zmieniła wszystko...
Także to opowiadanie...
Żegnam...
komentarze [4]Część 17 >> środa, 16 lipica 2008 22:09:35
Witam. oto część 17. Szczerze powiedziawszy, że tracę wiarę w t opowiadanie. nie mam na nie pomysłów i w ogóle... Postaram się wrócić do formy.. mam nadzieję, ze to niedługo nastąpi.
***
Biegłam przed siebie. Jakby gonił mnie najgroźniejszy stwór. W końcu, Mel zaprowadziła mnie w jakieś pole na obrzeżach Berlina. W oddali zaczęły widnieć mury zamku. Weszłyśmy do środka. Melanie zamieniła sie w człowieka i wkroczyła do środka. A ja za nią. Panowała tam taka grobowa cisza. Przypomniałam sobie jak kiedyś, ja kochałam taka ciszę. Samotność, mrok i klimat gotyku. Może kiedyś mogłabym mieszkać w takim zamku. Ale jestem inna, wiem, że będę musiała uciekać. Gdziekolwiek byle dalej od nich.
- Tędy..- poprowadziła Mel pod wielkie drewniane drzwi, ze stalowymi obiciami. Były bardzo masywne. Melanie złapała za klamkę. Były otwarte. Wślizgnęłyśmy się do środka. Zobaczyłam kobietę stojącą obok miejsca, gdzie siedział na krześle Bill. Stała z wyciągniętą w jego kierunku różdżką. Chciała go zabić...
Natychmiast ruszyłam z biegu i rzuciłam się na nią wbijając pazury w jej kark. Upadła z piskiem. Mel stanęła nad nią z różdżką wytrącając jej, jej własną i zablokowując jej umysł. Bill patrzył przerażony na to wszystko miał zakneblowane usta. Widziałam na jego policzkach strużki po łzach. Spojrzałam na niego. A jego oczy, wpatrywały się we mnie. Wiedziałam, że poznawał mnie. Choć od tamtego momentu w parku minęło dużo czasu. Zamknęłam oczy i w jednej chwili stałam jako człowiek. Miałam na głowie kaptur. Podeszłam i rozwiązałam Billowi usta. Ten mimo to, nic nie powiedział. Patrzył na mnie, nie widząc jednak mojej twarzy. Nie rozumiał. Nie wiedział,że przed chwilą zobaczył coś niesamowitego. Popatrzyłam na Mel. Rzuciła na kobietę zaklęcie, 4 godzinnego snu. Miałyśmy czas. Stałam przed Billem. Bill patrzył na Mel. Ta rzuciła mu krótkie spojrzenie, ruchem reki przesuwając ciało kobiety pod ścianę. Jego źrenice rozszerzyły się do wielkości pieniążka. Wyszła, rzucając tylko:
- Pośpiesz się.. Musicie uciekać... – Jednym ruchem różdżki więzy Billa puściły. A ja odeszłam i stanęłam tyłem do Billa. Łzy ciekły mi po policzkach. Czułam, że to będzie koniec. Wszystko wydarzyło sie za szybko. Stracę go. Wiem to.
- Kim ty w ogóle jesteś... ?- spytał trzęsącym głosem, wstając i podchodząc do mnie- to jakiś sen jest...
- To nie sen Bill... – powiedziałam odwracając się na pięcie i zrzucając kaptur. Ten cofnął sie kilka kroków dalej, kręcąc jakby z niedowierzaniem głową. Zdjęłam płaszcz.
- To.. To niemożliwe... Kim Ty jesteś... Ty wiedziałaś... KIM TY KURWA JESTEŚ?!- wrzasnął z całych sił. Jego krzyk rozniósł się po Sali z łoskotem. Wywołał u mnie jeszcze gorszy płacz.
- Tym kim widzisz... Jestem czarownicą... Nie chciałam Ci mówić.. I tak byś mi nie uwierzył.. Uważałbyś mnie za obłąkaną. Bo przecież takie rzeczy nie istnieją.- powiedziałam cicho.
- Bo to jest jakiś sen.. Lily... jak to możliwe....- podszedł do mnie i spojrzał mi w oczy. Nie widziałam w nich tego ciepła co kiedyś. Widziałam wściekłość i pogardę.
- Możliwe. Wysłuchaj mnie chociaż raz. A potem już nigdy się nie zobaczymy. – w tym momencie łzy poleciały mi strumieniem z oczu, Bill patrzył na mnie i widziałam, że mięknie- Moc odziedziczyłam po babce. Może nie jest nas dużo. Jesteśmy dobrymi czarownicami. Nie zabijamy ludzi. Starszyzna chciała to zrobić, drugi raz od wieków, na Tobie...- widziałam , że otwiera buzię, by się zapytać.
- Daj mi skończyć... Odwiecznym prawem czarownic i ich wadą jest to.. Że nie umieją kochać .. Nie umieją kochać mężczyzn... Czarownice to typowe podrywaczki i dziewczyny na jedną noc...Ale mają olbrzymią moc, tak jak ja w tej chwili. Nie wiem, czy przypominasz sobie kotkę z parku.. To byłam ja... wtedy, zobaczyłam cię po raz pierwszy w moim życiu, po śmierci mojej babci, z którą się wychowywałam... Kiedy się pociąłeś wyczułam to... Przybiegłam ci na pomoc, stąd się tam wzięłam.. U ciebie w pokoju i w ogóle.. Nikt mnie nie zauważył bo wbiegłam jako kotka- Bill usiadł na krześle i próbował ogarnąć umysłem natłok nieprawdopodobnych rzeczy, jakie właśnie słyszał- w dniu kiedy zostałam pobita, zrobił to Daniel.. przedstawiciel złych mocy, który chce bym urodziła mu dziecko... jestem jedyną zdolną do zdrowego rozrodu czarownicą na świecie. Co z tym zrobię, to już moja sprawa.. Ale zginę prędzej niż mu oddam moje dziecko.. Ale podstawową sprawą jest to.. Że ja nie powinnam umieć kochać.. – łzy leciały mi coraz bardziej po policzkach i mówić było mi coraz trudniej, to wszystko było za ciężkie, jak na mnie jedną, o wiele za ciężkie- A kocham.. kocham Ciebie Bill.. jestem drugą w świecie czarownicą, która pokochała ziemianina rozumiesz? Dlatego chciały cię zabić... Tak jak tego pierwszego. Ale ja .. nie dopuszczę do tego.. jeśli mnie zostawisz, po to, by żyć, bez strachu zrozumiem.. Dlatego teraz, po tym jak ci wszystko wytłumaczyłam możesz odejść... One dadzą ci spokój... ja się o to postaram. Żegnaj Bill.- Narzuciłam na siebie płaszcz i zmierzałam do wyjścia. W jednej chwili poczułam szarpnięcie do tyłu i to ,jak ktoś przytula mnie mocno do siebie. To był Bill. Tulił mnie do siebie,jak najmocniej,ja się tuliłam do niego, nie wiedziałam, czy to było pożegnanie, czy obietnica, że ze mną zostanie.
- Lily.. Ja tak bardzo cię pokochałem... – wyszeptał ścierając z moich policzków łzy.- Nie będę umiał bez ciebie żyć rozumiesz... Mogę zginąć dla ciebie...
- Bill.. Ja.. Nie mogę cię stracić... będą nas ścigały nie dadzą nam żyć... Mimo to chcesz?
- Tak... Kocham Cię...I nic tego nie zmieni... Moja ty czarownico... – przytulił mnie. Uśmiechnęłam sie. Zginę jeśli będzie trzeba. Spojrzałam wgłąb jego brązowych oczu. Złapałam za rękę i pomknęliśmy przed siebie oddałam mu płaszcz, ten zakrył się nim. Ja zamieniłam w kota. Szliśmy obydwoje po ulicy. Prowadziłam do mojego domu. Miałam tylko nadzieję, że sabat będzie próbował jakoś inaczej nas rozdzielić, nie śmiercią. Bo w żaden inny sposób się nie dam. Weszliśmy do nas do domu, tam już siedziała Brooke, Tom i Pey. Bill zdjął płaczesz, a ja przemieniłam się w człowieka. Cholera, zapomniałam, że tu jest Tom. Toma wbiło całkowicie w siedzenie. Brooke trzymała go delikatnie za rękę.
- Brooke wytłumacz mu, bo ja już nie mam siły... – jęknęłam do przyjaciółki padając na fotel i kryjąc twarz w dłoniach. Ta wzięła Toma za rękę i wyszła na podwórko na ławkę. Byłam zmęczona tym wszystkim. Bill przykucnął przy mnie odsuwając ręce od mojej twarzy.
- Chcesz odpocząć?- spytał. Pokiwałam głową twierdząco. Złapał mnie i podniósł. Poprowadziłam nas do mojego pokoju. Wszedł do niego i porozglądał się trochę- masz ładny pokój. – uśmiechnął się do mnie wyciągając do mnie dłonie, bo akurat zamykałam drzwi na klucz. Podeszłam i wtuliłam się w niego. Czułam się tak bezpiecznie. On delikatnie głaskał moje plecy ręką. Wtulił twarz w moje włosy. Spojrzałam mu w oczy. On pochylił się, a nasze usta złączyły się w delikatnym pocałunku. Jego wargi delikatnie rozprowadzały sie po moich. Moje ręce głaskały jego kark i bawiły sie włosami. Odsunął się na centymetr i z uśmiechem na pół twarzy potrącił leciutko mój nos, swoim. Uniósł mnie i położył na łóżku, on na mnie. Wsparł się rękami. Pocałował znowu tym razem odważniej i zachłanniej. Oddałam pocałunek. Jego język delikatnie rozchylił moje usta i wszedł w nie delikatnie, głaszcząc metalową, zimną kulką moje podniebienie. Było mi tak dobrze jak nigdy. Matt tak nie całował. Przytuliłam się bardziej ciałem do Billa. Jego ręce gładziły moją talię. Ustami zaczął zjeżdżać niżej. Przygryzłam delikatnie dolną wargę. Błądził i obdarowywał pocałunkami każdy fragment mojej szyi. W pewnym momencie przygryzł delikatnie kawałek skóry. Jęknęłam cicho i wbiłam paznokcie w jego plecy przez koszulkę. Było mi cudownie. Ja kochałam jego, On mnie. Wiedzieliśmy, że nie czas jeszcze na to. Ale każde z nas chciało bliskości drugiego. Bill podniósł się z powrotem na rękach i popatrzył na mnie.
- Kocham Cię Lily... – wyszeptał.
- Ja Ciebie też Bill... – odszeptałam całując go lekko.
- Chcesz się przespać? – spytał kładąc się obok i przytulając mnie do siebie. Położyłam głowę na jego klatce.
- Tak.. Jestem zmęczona...
- A powiedz mi kiedy mi chciałaś o tym powiedzieć? No wiesz, o tym , że jesteś czarownicą?- spytał głaskając delikatnie moje włosy.
- Za jakiś czas, jak już wszystko się ustabilizuje... Chciałam żebyś to z czasem przyjął...A nie tak od razu... Bałam się , ze cię stracę... - wtuliłam się w niego mocniej przykrywając nas kocem.
- Nie stracisz, zawsze będę przy Tobie...- pocałował mnie w czubek głowy- śpij Słońce...
Po chwili spałam.
***
tyle...
komentarze [16]Część 16 ;* >> piątek, 4 lipica 2008 21:37:33
No i długo oczekiwana notka ;P Nuudna niesamowicie ;P Ale cóż kiedyś musiała i być taka ;P Dziękuję za wszystkie miłe komentarze ;* Jesteście kochani ;*
***
Ranek następnego dnia był, najpiękniejszym momentem mojego dotychczasowego życia. Otworzyłam oczy. Moja głowa spoczywała bezwładnie na klatce piersiowej Billa. On swoją trzymał na mojej lekko przytuloną, do oparcia fotela. Wszystko mnie bolało, ale to była najmniej ważne. Obudziłam się w ramionach mojego kochania. Czego więcej można chcieć. Kocham go... Może ja jestem inna. Może jestem wybrykiem natury, oprócz tego, że jestem czarownicą, to do tego taką, która kocha ziemianina. I on kocha mnie...Będę o niego walczyła jak lwica. Nie oddam go żadnej. Spojrzałam na rozanieloną twarz Billa. Uśmiechnęłam się pod nosem. Wyglądał tak cudnie jak spał. Taki niewinny...Palcem pogłaskałam go delikatnie po gładkim policzku. Ten zmarszczył nos i mlasnął przez sen przytulając się bardziej do mnie.
- Mój Misio... Nie oddam cię nikomu... Zginę za tą miłość, jeśli będę musiała... Nie zabiorą mi cię...- wyszeptałam bezgłośnie wtulając się w niego.
- Dlaczego masz ginąć?- usłyszałam nieprzytomny szept Czarnego. Patrzył na mnie otwartymi, zaspanymi, ale przestraszonymi oczami.
- Bill... To wszystko jest trudne... Obiecuję, że wszystko będzie dobrze.. Nie martw się... – popatrzyłam mu w czekoladowe tęczówki zatapiając się w ich odcieniu i magii.
- Na pewno? Lily... Ja nigdy tak szybko nie poczułem tak silnego uczucia do żadnej dziewczyny... Ja czuję, że nie przeżyłbym bez ciebie... rozumiesz?- jego ręce powędrowały na moje policzki, a jego czoło styknęło się z moim.
- Bill... Przeżyłbyś... Masz przecież tyle fanek..- odeszłam od niego zmierzając do łazienki. Miał ich tyle... więc dlaczego akurat ja? Posmutniałam od razu. W moich oczach pojawiły się łzy.
- Lily... Lily poczekaj...- dogonił mnie w korytarzu. Złapał mnie za rękę. Odwrócił mnie przodem do siebie i zobaczył łzy na policzkach. Dotknął nosem, do mojego nosa. Po chwili musnął, jak motyl skrzydłem, moje usta. Przejechał po nich delikatnie. Potem coraz odważniej. Moje ręce głaskały jego logo na karku. Oderwał się ode mnie i spojrzał w oczy.
- Żadna fanka mi ciebie nie zastąpi... Bo żadnej, tak jak Tobie nie oddałem tego...- położył moją rękę na swoim sercu. Uśmiechnęłam się patrząc mu w oczy.
„Gdy Ciebie zabraknie,
Ziemia rozstąpi sie w nicości trwam,
Ty kiedyś odejdziesz,
Nas już nie będzie,
Siebie nie znajdziesz też...”*
***
Wysoka kobieta w czarnej szacie siedziała nad okrągłym stołem. Po ramionach spływały kruczoczarne fale włosów. Jej skóra była biała jak śnieg,a usta czerwone jak maliny. Patrzyła zielonymi oczami w przezroczyste mieniące się kulki w dłoni. Jednym ruchem rozsypała je po stole te ułożyły się w nieznanym kształcie. Dziewczyna wpatrywała się w nie jak w przepowiednie. Widziała w myśli chłopaka i dziewczynie. Ale nie byli to normalni zakochani. Zakochana czarownica i zwykły ziemianin. Coś co jest nierealne.. Coś co jest nie możliwe… Zabronione i niedozwolone…
Z jej bladych policzków stoczyły się łzy. To ona była pierwsza…Była tą, która poczuła miłość do ziemianina..Ale to nie przetrwało. Zabrali jej go. Wyrwali jak pisklę z gniazda. Nie pozwoli by kolejna dziewczyna cierpiała jak ona. Przyrzekła sobie, ze zrobi wszystko by oni byli szczęśliwi. Widziała w ich oczach coś, co sama pamiętała z własnego doświadczenia. Miłość i chęć spędzania ze sobą każdej chwili. Nie chciała, by tamta miała to samo co ona, wyrzuty sumienia. Że jej ukochany leży teraz, 2 metry pod ziemią, w dębowej trumnie, przez to, ze ją pokochał. Przez to, ze sabat go zabił… Pozbawiły ja wszystkiego co najcenniejsze. Oddałaby życie za niego. Ale nie zdążyła. Mogłaby stracić moc, ale nie zdążyła… Chciała się zabić, ale jej nie dano..
Widziała parę nastolatków. Znaczących dla siebie wszystko. Odda życie, ochroni ich. Ich miłość, która będzie przyszłością i wiecznością. Z której potomstwo będzie pierwszym w świecie, gdzie między kochankami dwóch ras, powstało coś takiego jak miłość.
W tym momencie do pomieszczenia weszło kilka starszych kobiet. Wszystkie w gotyckich sukniach.
-Kya… - odezwała się jedna z nich zrzucając kaptur.
- Słucham?
- Wiesz o tej dziewczynie. Wiesz gdzie mieszka ten chłopak. Musimy interweniować. I to jak najszybciej. Sama wiesz, że to rozwiązanie jest najlepsze. Wiesz to z własnego doświadczenia.
- Tak- syknęła jadowicie- pozbawiłyście mnie czegoś co było wszystkim dla mnie… w dupie mam waszą interwencję- podniosła się i spojrzała w oczy kobiety- zrobię wszystko, by byli szczęśliwi. Rozumiesz? WSZYSTKO..
Wyszła z pomieszczenia pozostawiając staruszki same.
- Idziemy po niego…
***
Leżałam w swoim pokoju na łóżku. Sama. Zawzięcie myślałam o tym co wydarzyło się wczoraj i dziś. Bałam się o Billa. Tak strasznie się bałam. Byłam zakochana. Nie dopuszczałam myśli, ze może mi się to wydawać. Tak bardzo bałam się, ze sabat zacznie działać. Nie odbiorą mi go. Nie jego. Ale jak będę go bronic? Ja niedoświadczona młoda czarownica, przeciwko starszyźnie rodowej? Bez szans.. I jak to będzie wyglądać? Co wpadnę tam jako kot i na oczach Billa, który nie wie, że jestem, kim jestem, przemienię się w człowieka? Toż on mnie albo znienawidzi.. albo uzna za świruskę…
Czułam w kościach, ze dzieje się coś złego. Mój umysł tak mówił. Powoli narastał ból głowy. Starałam się o tym nie myśleć. Wstałam i powolnym krokiem ruszyłam do kuchni po proszki przeciwbólowe. Może pomogą. Zapaliłam światło w kuchni. Pey już spała. Wyjęłam z szafki dwie tabletki „Apap-u” i wróciłam do łóżka. Może to był i zwykły ból głowy… Dobrze by było… Myślałam tak długo, że w końcu po prostu zasnęłam.
***
Melanie przeciągnęła się na swoim łóżku. Rozejrzała się po sowim pokoju, który wyglądał bardziej jak gotycka komnata. Jej łózko miało kolumny, a na nich zawieszone przezroczyste białe zasłonki. W oknach wisiały czarne kotary. Na biurku stał laptop, jedyny objaw nowoczesności w tym pokoju. Obok niego czaszka z świeczka w środku. Złotowłosa podniosła się niemrawo, przecierając zaspane powieki. Podeszła do okna i odsunęła ciężkie czarne zasłony. W jej oczy błysnęło niemiłosierne słońce. Zaczęła zmierzać do drzwi. Wyszła na długi zamkowy korytarz. Szukała łazienki. Już miał otwierać do niej drzwi, gdy z Sali wielkiej na dole rozległy się jakieś krzyki, przytłumione wołania. Zeszła do kuchni. Zobaczyła, ze jej babka siedzi przy stole z twarzą w dłoniach.
- Babciu coś nie tak? Źle się czujesz?- położyła rękę na ramieniu starszej kobiety.
- Nie kochanie.. Mamy po prostu problem, który musimy rozwiązać,a to nie jest takie proste..- odparła podnosząc się- aha… I nie pytaj o co chodzi. Nie wchudź do wielkiej Sali. Jest to dla ciebie surowo zabronione. – dodała chłodno.
- Ok. Nie denerwuj się.- złapała jabłko ze stołu i wgryzła się w nie ze smakiem.
- Mówi się” tak jest”, „oczywiście”, „naturalnie”… a nie to wasze wulgarne ok… co to za zwrot jest w ogóle..- mruczała oddalając się i wchodząc z łoskotem do Sali.
Coś jej tu śmierdziało. Zobaczyła jak wszystkie starsze rodu opuszczają komnatę szczelnie ją zamykając najróżniejszymi zaklęciami. Wyszły wszystkie. Musiał zobaczyć co się tam znajdowały. Kobiety znikły za drzwiami przemieniając się w zwierzęta i zmierzając do celu. Mel zamknęła oczy mając przed oczami piękną lecąca biała gołębicę. Po chwili uniosła się i wyleciała przez okno. Zaleciała zamek od drugiej strony. W Sali było okno. łuk wybity w ścianie bez szyby, przez nie dostawało się światło. Wleciała tamtędy do Sali. Usiadła na oparciu krzesła. I to, co zobaczyła przy ścianie przeraziło ja nie na żarty. Przy ścianie leżał skuty, nieprzytomny Bill. Podleciała do niego bliżej. Nie był poobijany, żył. Wyleciała co sił, pomknęła w stronę domu przyjaciółki.
***
Siedziałam z Pey przy stole zajadając grzanki.
- Pey jeses cudowna..- markotałam z pełna buzią pochłaniając jedzenie.
- Się wie.- blondynka uśmiechnęła się szeroko- co dziś robimy?
- Ja jestem umówiona z Billem.- odparłam wycierając buzie i popijając to herbatą.
- Ty to masz szczęście.. Brooke też.. Widać, ze ona i Tom do siebie lgnął, ty jesteś z Billem a ja sama… ehhh chyba już taki mój los… Ale powiedz nie boisz się, ze zrobią coś Billowi?
- Ty mi chyba czytasz w myślach… cholernie się boje.. Nie wiem co bym zrobiła bez niego… Jest moją iskierką nadzieji… Tym czymś co daje mi siłę do życia. Zginę za niego jeśli będzie trzeba, jeśli będę musiała stracić moc… stracę.. byle by być z nim…
- A co jeśli.. on cię rzuci?- napomknęła nieśmiało Pey.
- Umrę z bólu duszy..
W tym momencie do pokoju wleciała gołębica i natychmiast przemieniła się w zdyszaną, Pey w koszuli nocnej. Oprała się o stół łapiąc za brzuch i sapiąc.
- Tak ci się do nas spieszyło?- buchnęłam śmiechem.
- Zaraz ci nie będzie.. do śmiechu… - powiedziała, w przerwie dychania, śmiertelnie poważnie Mel.
- Co się stało..?
- Sabat porwał Billa. Jest w moim zamku. Musimy go ratować Lily… One go zabiją… - spojrzała na mnie z przestrachem.
Wzburzyła się we mnie wściekłość, złapałam różdżkę. Nie daruje im tego uwolnię go za wszelką cenę nawet śmierci.
- Prowadź… - powiedziałam po chwili stojąc jako kotka. Spojrzałam na Pey, która miała w oczach istne przerażenie. Dałam jej do zrozumienia, ze ma zostać i czekacie na znak jak poszło. Ruszyłyśmy w drogę. Bałam się niemiłosiernie. Leciałam za prowadzącą gołębicą, krok w krok. Serce biło mi coraz szybciej. Skakałam przez wszystkie przeszkody bez opamiętania. Nie myślałam, ze mogę wpaść pod samochód. Moje myśli krążyły w koło Billa… Błagam, Boże nie odbieraj mi go..
***
* fragment piosenki Edyty Bartosiewicz "Ostatni"
komentarze [12]Część 15 ;) >> piątek, 20 czerwca 2008 13:11:32
No i ludzie dochodzimy do notki 15... Dół odszedł wena nadeszła ;) Mam nadzieję, ze będę dodawać coraz częściej notki. No notka będzie długo, i wam powiem, że średnio z niej zadowolona jestem. Ale może być. Jest chyba najdłuższą jaka napisałam. Zajęła mi 3 strony w Wordzie. ŻEBY BYĆ POWIADAMIANYM WPISYWAĆ SIĘ DO KSIĘGI!!!BO INACZEJ NIE POWIADOMIĘ!Nie chce mi się szukać itp. Uciążliwe to jest.
Dedykacja: Dla całej klasy 3k... Dla kochanych ziomków, z którymi spędziłam, 3 wspaniałe lata mojego życia. Ale to już było i nie wróci więcej moi Kochani ;** Kocham Was ;*
************
W 2 godziny zdążyłyśmy zrobić bardzo dużo rzeczy. Normalnie ubrane na luzie szłyśmy do domu chłopaków. Ja z różdżką w kieszeni swoją i Mel, bo ta nie miała gdzie jej schować. Wydawało się jakby wszystko miało być dobrze. Dlaczego miałam wrażenie, że powinnam przezwyciężać i łamać zasady w ramach tego, co dyktuje mi głos serca. I tak chciałam zrobić. Czy dla miłości byłabym w stanie zostawić moc? Byłabym… Dla chwil spędzonych z Billem… Jeśli rzecz jasna mam u niego jakieś szanse. Ale skoro chciał mnie pocałować. A teraz miałyśmy spędzić w ich towarzystwie świetny wieczór. Micha się śmieje. Dochodziłyśmy pomału do ich domu. Weszłyśmy przez bramkę, pozbywając się fanek z przed bramy. Rzecz jasna czarami. Weszłyśmy na posesje. Potem do domu. Pukałyśmy i dzwoniłyśmy, ale nikt nie otwierał, więc bez ogródek i zbędnych pytań wkroczyłyśmy. Rozejrzałam się po domu, który miałam okazje już oglądać albo po ciemku, albo w przelocie.
- Halooo???!!!- wydarła się Brooke na cały dom. Usłyszałyśmy tłuczenie się i klniecie na górze. Weszłyśmy tam wszystkie. Spostrzegłam światło wydostające się z łazienki na końcu korytarza. Podeszłam tam i to co zobaczyłam wywołało u mnie falę śmiechu, tak jak u reszty dziewczyn. Widok był co najmniej… hmm niecodzienny. Zobaczyłyśmy Toma z żółtymi gumowymi rękawiczkami, klęczącego nad kiblem ze szczotka do jego czyszczenia w ręce. Szczęka ze zdziwienia opadła mu do podłogi.
- O fuck…- przeklął pod nosem, zdejmując szybko rękawiczki, spuszczając wodę i otrzepując ubrania. Stając na nogach uśmiechnął się szeroko tak jakby nic nigdy nie miało miejsca. Ten to jest normalnie elegant jeden. Zdaje mi się, że on i Brooke stworzą na prawdę bardzo dobraną parę. Boże a może ja umiem przepowiadać przyszłość… Hmmm fajnie by było…
- No, no… Co my Tu widzimy…- zaczęłam opierając się o framugę- nasz wszech mocny i wszech boski Kaulitz czyści kible.- dziewczyny znowu buchnęły śmiechem, który zdążyły częściowo powstrzymać.
- Cóż dziewczyny każdemu czasem zdarza się upaść niżej. – wyszczerzył się szczególnie do Brooke. Ta spłonęła rumieńcem i spuściła głowę.A niby taka odważna… Tia… Usłyszałyśmy odgłos zamykanych na dole drzwi.
- Gdzie jest Bill?- spytałam patrząc na Dreda gaszącego światło w łazience i zmierzającego razem z dziewczynami na schody a potem do salonu.
- U siebie. Zdaje się, że to gdzie jest jego pokój, to doskonale wiesz.- wystawił mi język w żartach.
- Tak bardzo dobrze wiem, Kaulitz.- odwzajemniłam gest i podążyłam do pokoju Billa. Czułam, że robi mi się gorąco. Zaraz zobaczę mojego Niedźwiadka. Wróć… Co ja przepraszam powiedziałam? Mojego? Jakiego mojego ? On nie jest mój jeszcze.. I jaki Niedźwiadek? Lilith odbija Ci… To TYLKO przyjaciel. Boże ja na prawdę się chyba w nim zakochałam… Ale jak przecież nie umiem… O Masakro.. Dlaczego życie czarownicy jest takie trudne się pytam.. Ale co tam będę walczyć o to uczucie… Jest prawdziwe, bo to się czuje… A jak któraś mi go tknie to zamienię się w kota i oczy wydrapię… Ale życie poświęcę za niego.. Ja chyba na prawdę się zakochałam.. Co ja gadam.. Za dużo myślę…
Weszłam do pokoju bez pukania i zobaczyłam Billa jak chowa rzeczy do kosmetyczki. Wyglądał… jak Bill. Jak zwykle perfekcyjnie zrobione włosy, makijaż i ubiór. Spojrzał w lustro, które miał przed sobą i ujrzał w nim moje uśmiechnięte odbicie. Odwrócił się natychmiast i na jego twarzy zawadniał szeroki banan od ucha do ucha. Ale on ślicznie wygląda jak się uśmiecha… Mam chęć go pocałować.. Lilth opanuj się…
- Lil… Miałyście być za jakieś pół godziny dopiero, z tego co się orientuję.
- Miałyśmy, ale wyszło trochę wcześniej.- weszłam siadając na łóżku. A Bill jeszcze krzątał się zbierając pojedyncze rzeczy po pokoju. W końcu usiadł obok mnie, a ja położyłam głowę na jego ramieniu. Milczeliśmy. Oboje wiedzieliśmy co zaczyna się między nami rodzić. Wiedzieliśmy, że jeszcze za wcześnie by cokolwiek zaczynać. Ale co ja mam zrobić? Powiedzieć mu, kim jestem? Nie.. to by było zbyt ryzykowne…
- Stęskniłaś się za mną, że tak się przytuliłaś?- poczochrał mnie po włosach, wystawiając do mnie język.
- No co ty! Za tobą? Nigdy w życiu! I z łaski swojej nie niszcz mi fryzury. Co to za maniery. Wszyscy mi dzisiaj język pokazują… - odparłam z udawanym obrażeniem, wstając i poprawiając włosy.
- A co to foch?- zajrzał mi przez ramię, patrząc na sztucznie nadąsaną twarz. Chciało mi się śmiać. Bez słowa odwróciłam głowę w drugą stronę, a on zajrzał z drugiej strony i tak kilka razy.
- Foch… No dobra… to może to cię zmiękczy. – Zaczął mnie łaskotać po talii. Zaczęłam śmiać się na całego. Po chwili leżałam na podłodze, Bill klęczał obok mnie. Cały czas mnie łaskotał, wbijając mi te swoje ładnie opiłowane, pomalowane pazury w ciało.
- Bill… hahahaha…. Błagam Cię.. przestań.. No… hahahahah….- nie mogłam wytrzymać. Chyba przez tą chwilę, majtając się w jego objęciach, wyfroterowałam mu podłogę.
- Jest jeszcze ten foch?- spytał przestając mnie łaskotać na chwile, ale trzymając, by w razie czego, móc zacząć ponownie.
- Nie, nie ma już. A teraz mnie puść- uśmiechnęłam się do niego ładnie.
- Nie.. Nie puszczę.- spojrzał na mnie tymi swoimi brązowymi ślepkami. Patrzył się w moje oczy z uśmiechem. Przygryzłam delikatnie dolną wargę. Lily co Ty robisz… Bill spoważniał. Patrzył najpierw w moje oczy, później na wargi i szyję. I z powrotem w oczy. Zaczął pomału się przybliżać do moich ust. Jego twarz miała zaraz dotknąć mojej twarzy, a jego usta moich. Miałam odpłynąć w jego dotyku i nie myśleć o tym jakie będą tego konsekwencje. Tak miałam…Dobrze powiedziane… Ale tą chwilę przerwało głośne wejście do pokoju Gustava i Mel. Myślałam, że ich zeklnę.
- Chodźcie już bo my gra…- ooo czy ja przypadkiem nie przeszkadzam?- spytał Gustav patrząc się na nas z podniesioną brwią.
- Hm!Hm! Tak przypadkiem powinieneś powiedzieć, czy MY nie przeszkadzamy. Wszyscy o mnie zapominają. Zacznę mieć kompleksy, normalnie. Lily, co się tu wyprawia?- Mel spojrzała na nas. Natychmiast wstałam odpychając Billa.
- A no tak.. Że… Bill mnie zaczął łaskotać.. No .. tego Upadłam.. I…- spojrzałam na Billa, z treścią wzroku, żeby mi łaskawie pomógł się wytłumaczyć, a nie stoi jak jakiś cieć .
- No i chciałem ją podnieść. I akurat weszliście no. – dokończył za mnie, idąc w stronę drzwi- a tak właściwie to co wy chcieliście?
- Gramy w prawda czy wyzwanie. Przynieśliśmy prowiant i piwo, będzie super zabawa.- Gustav wziął Mel za rękę i pociągną za sobą na dół. My poszliśmy za nimi. Spojrzałam na Billa spuszczając głowę, z lekkim uśmiechem na twarzy. Wiedziałam, ze nasi przyjaciele popsuli mu całą intrygę. Bo jakoś trudno mi uwierzyć, ze to co on zrobił nie było z góry zamierzone.
Poczułam, że Bill łapie mnie delikatnie za rękę i zatrzymuje, po chwili poczułam ciepły oddech przy uchu. Serce zaczęło, mi bić dużo mocniej.
- Co Ty ze mną robisz, że ja nie umiem przy tobie racjonalnie myśleć.. – powiedział i odsunął się ode mnie.
Zeszliśmy na dół. Tam już wszyscy jak grzeczne dzieci siedzieli na podłodze po turecku. No, ale cóż jedzenie już takie dziecięce, to nie było. Każdy z nich trzymał w ręce puszkę piwa. Śmiali się z głupot jakie wygadywał Tom.
- No, są nasze gołąbki.- zaśmiał się Tom, za co dostał od Billa przechodzącego i siadającego obok klapa w plecy.
- Weście przestańcie, bo się zaczerwienię. – załagodziłam żartem sytuację, spoglądając ukrycie na Billa. Otworzyłam sobie puszkę piwa. Usiadłam między Brooke i Peyton, która aktualnie rozmawiała o czymś z Georgiem śmiejąc się.
- No ludzie gramy, bo do północy nie zaczniemy. A już normalnie, wam powiem, że 19 dochodzi.- zagaiła Mel.
- A co dzidzia musi do domciu przed północą…?- Zaśmiał się Tom udając bobaska i ssąc palca w buzi jak niemowlę.
- Wiesz co sobie possij Kaulitz..- rzuciła nienawistnie. Oho.. Mel się wkurzyła.
-Patrz Ty się, jaka drażliwa. No dobra, ja zaczynam i ja zadaję albo prawdę, albo wyzwanie osobie na którą wypadnie..- Tom zaczął się rozdrabniać.
- Tom halo.. Znamy wszyscy zasady gry. To proste jak budowa cepa. Nie udawaj mądrzejszego niż jesteś. Kręć.- Brooke mu pojechała po autorytecie. Tom spojrzał się na nią dzikim wzrokiem i zakręcił butelką. Wypadło na nieszczęście na Mel. No i miała dziewczyna przerypane.
- No panno Melanie..- powiedział z szyderczym uśmiechem na twarzy- prawda czy wyzwanie?
- Prawda.- odpowiedziała stanowczo, ewidentnie, nie bojąc się tego, co jej zada Tom.
- Z iloma facetami spałaś?- oparł się rękami z tyłu, patrząc się na nią z wyższością. Mel zaczęła coś przeliczać na palcach i już wiedziałam, że odpowie szczerze. Wszyscy jakoś dziwnie na nią patrzyli.
- Było ich… hmm… Z 13… - odpowiedziała całkiem poważnie biorąc butelkę w rękę.
- Zalewasz?- Tom był w głębokim szoku i chyba myślał, że żartuje.
- Nie… Niby dlaczego..? Prawda to prawda, tak.- zakręciła butelką, a ja tylko uśmiechnęłam się do siebie kiedy zatrzymała się na Billu.
- No Czarnulku..Prawda czy wyzwanie?- spojrzała na niego. Oboje wiedzieliśmy, że co nie wybierze, będzie to miało związek ze mną. Mel była na swój sposób w końcu wredna.
- Prawda.
- Hmm… Czy w pokoju przed chwilą, chciałeś pocałować Lil..?- spojrzała na niego. Nikt oprócz nas 4, nie wiedział, o co chodzi. Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem, a ja gestem ręki mu pozwoliłam na powiedzenie prawdy. W końcu to ma być uczciwa gra..
- Tak chciałem. – wszyscy wybuchli niespodziewanym entuzjazmem. Tom poklepał brata po plecach, a dziewczyny z piskiem rzuciły się na mnie, jakbym co najmniej, im powiedziała, że wychodzę za mąż, albo jeszcze co innego.- ale mi nie wyszło.- dopowiedział, na co, wszyscy usiedli i automatycznie stracili entuzjazm. Pomyśleli, że mu dałam kosza, haha. No po prostu, oni są niemożliwi.
Gra toczyła się bardzo długo. Między innymi doszło do tego, że Tom musiał zlizywać bitą śmietanę z dekoltu Brooke, Gustav polecieć do sąsiada i powiedzieć, że słyszy głosy dobiegające go niego z kibla. W końcu zakręcił Tom i wypadło na mnie, jak na razie po raz pierwszy od półtorej godziny i tak długo się uchowałam. Wszyscy byliśmy lekko wstawieni,ale nie pijani.
- No w końcu Lily…. – Tom klasnął w dłonie ze szczęścia.
- Wyzwanie. – powiedziałam od razu, co mnie tam obchodzi. Jak bawić się to bawić.
- Namiętny pocałunek z Billem. Razem z językiem. – rzucił Tom , patrząc na moją reakcję i po chwili na reakcję Billa. Mlasnęłam z niesmakiem. O masakro. Podeszłam do Billa, który siedział jak wryty, ale ujrzałam iskierkę w jego oczach.
- Czy możemy wyjść?- spytałam śmiejąc się.
- Nie, ewentualnie wstać, żeby było was lepiej widać.-Bill zamachnął się na Toma ten przytrzymał jego rękę- Nie bij brat. Robię to dla twojej przyjemności, a ty mi tak odpłacasz. A teraz: Gorzko!Gorzko!- Tom zaczął skandować , a reszta za nim. Bill usiadł na fotelu, a ja na nim okrakiem, okrzyki robiły się coraz bardziej donośne, ale my.. Byliśmy chyba w swoim świecie. Nie tak sobie wyobrażałam, to jak pocałuję go po raz pierwszy. Ale świat nie jest idealny. Złapałam go lekko za T-shirt i spojrzałam głęboko w oczy. Głosy za nami ucichły. Bill wpił się jednym ruchem w moje usta trzymając moją głowę rękami. Przymknęłam oczy rozkoszując się tą chwilą. To on mnie całował. Ja próbowałam nadążyć za jego ruchami ust, które były tak zachłanne, jakby zaraz miał mnie ktoś mu zabrać. Po chwili poczułam , że rozchyla językiem moje wargi i wsuwa go delikatnie głaszcząc stalą kolczyka podniebienie. Podniosłam się delikatnie na kolanach, obejmując jego szyje rękoma. Całowaliśmy się nie zważając na to, że reszta z tyłu na nas patrzyła. Było mi dobrze, czułam się kochana i bezpieczna. Było mi tak dobrze…
Tymczasem za nami…
- No Tom … Dobra robota… - uśmiechnęła się Pey i przybiła z Tomem piątkę.
- Znudziła mi się ta gra.. poróbmy coś innego, a ich zostawmy może sobie… - spojrzała na nas, siedzących już przytulonych do siebie.
- Przyniosę gitarę, pośpiewamy jakieś wiejskie klimaty…- Tom był już cieplutki.
- Ja też mogę grać…- zaoferowała się Brooke, która już leżała na rozłożonej sofie z Mel i Peyton. Jedna obok drugiej na tym samym boku, oparte o siebie, jak by były upite w 4 d**y. Wyglądało to komicznie. Ja z Billem siedziałam, na fotelu ja obok niego on mnie obejmował. Było mi tak dobrze. On położył głowę na mojej głowie. Zachciało mi się spać. Może dlatego , ze pierwszy raz od śmierci babci czuję, ze mam kogoś, komu jestem potrzebna. Podniosłam się lekko i spojrzałam mu w oczy, on na mnie. Przejechał delikatnie nosem po moim policzku, na co ja uśmiechnęłam się delikatnie.
- Chyba się w tobie zakochałem… Ale jak to możliwe skoro przecież cię nie znam…- sam nie wiedział, skąd to się wzięło.
- To chyba magia…- oparłam się o niego nasłuchując dalszych rozmów.
**
No i to tyle? I jak? ;)
komentarze [12]bez opo.. >> wtorek, 17 czerwca 2008 21:02:17
Słuchajcie... cóż nie wiem jak to z ta nową notką... dziś jej nie będzie... i szczerze nie wiem kiedy będzie... Bo weny mi strasznie brak a wiadomo... bez weny ani rusz.... Pozdrawiam, wszystkich którzy czytają... Wpadłam w depresję.. powiedzcie mi czy opłaca sie to dalej ciągnąc... Pozdrowionka dla czytelników... ;*
KTO CHCE BYĆ POWIADAMIANY KSIĘGA GOŚCI!!! WPISYWAĆ SIĘ!! LUB NA GADU PODAWAĆ NUMERY!!!
komentarze [3]CZęsc 14 ;) >> środa, 11 czerwca 2008 21:59:00
No i pamparampampam CZĘŚĆ 14!! Wypocona straszliwie. No ale cóż. Nie przetrzymuje czytajcie. Ostrzegam nudna jest ;P
******************
Obudziłam się przeciągając niczym rasowa kocica. Spojrzałam na zegarek, wyświetlał 9:30 rano. Czułam na sobie dotyk czyichś rak. To Matt obejmował moją talię i spał z uśmiechem na ustach. Wstałam jak najszybciej ubierając rzeczy. Teraz czekała mnie najtrudniejsza czynność. Wyczyszczenie pamięci. Sięgnęłam po różdżkę i wymierzyłam w śpiącego chłopaka. Chciało mi sie ryczeć, bo był naprawdę spoko gościem. Ale nie było litości. wracałby do mnie, a tego nie chciałam.
- Przepraszam.- wyszeptałam cicho- Bervusso! - syknęłam. Poczułam jakby cała krew z ciała zbiegła się w ręce. Chłopak ruszył się i zobaczyłam ze pomału otwiera oczy. Natychmiast zamknęłam swoje oczy i wyobraziłam sobie czarną kocice. Po chwili biegłam na 4 łapach przez korytarz hotelu. Szłam ulicami i myślałam nad minioną nocą. Czy czułam się jakoś specjalnie inaczej? Nie. Czy czułam spełnienie ? Nie. Czy czułam radość? Owszem. Bo seks był niesamowity. Doszłam do domu, bo „Gilotine” była niedaleko mojej chaty. Weszłam tylnymi drzwiami. W salonie ujrzałam siedzące i śmiejące się Pey i Brooke. W sekundzie zamieniłam się w osobę. Dziewczyny umilkły i spojrzały na mnie. Ta cisza była dziwna. Nie pochwalały tego co zrobiłam. Siedziały patrząc się na mnie. Nie wiedziałam co zrobić, powiedzieć. Zdjęłam buty i usiadłam na fotelu. One beznamiętnym wzrokiem przeniosły go na telewizor i jadły dalej chipsy.
- Jesteście złe?- spytałam delikatnie.
- Nie.- odpowiedziała sucho Brooke.
- Jassne…- jęknęłam zdejmując narzutkę.
- Lily, nie naszą sprawą jest, co robisz… Ale dla mnie już nie jesteś tą samą Lily. - Pey odpowiedziała z zawodem w głosie.
- Ale ja się nie zmieniłam.. tylko moje podejście do chłopaków… Nie możecie zrozumieć, że taka jest moja natura?
- Nie Lil… Bo ja nie chce przyjaciółki dziwki..- syknęła Pey z wściekłością.
Oczy zaświeciły mi się łzami. Jak moja przyjaciółka może o mnie tak powiedzieć… Ja nią nie jestem… To była moja pierwsza noc z chłopakiem… Powiedziała jakbym spała już z kilko nastoma.. Zaczęła się zbierać we mnie wściekłość.. Jak ona mogła… Tak o mnie powiedzieć… Moja rękę sięgnęła i zacisnęła się na różdżce…
Jedna sekunda i rzuciłam Pey o ścianę i trzymałam na różdżce w powietrzu. Ona patrzyła na mnie z przerażeniem, działo się ze mną coś złego, ale nie mogłam… To było za silne… Jak mogła tak powiedzieć.. jak mogła… Brooke skoczyła na mnie ale i ona wylądowała zatrzymana moja ręką na podłodze.
- Lily puść ją… Lily, co ty robisz… Ona się dusi… Błagam… - usłyszałam szept Brooke z tyłu. Płakała.
Spojrzałam na Pey. Istotnie robiła się coraz bardziej sina i wtedy coś we mnie pękło i dziewczyna krztusząc się upadła na podłogę. Opuściłam różdżkę i zobaczyłam jak Brooke podbiega do Peyton i obejmuje ją ramieniem , patrząc na mnie z przerażeniem. Wybiegłam do swojego pokoju trzaskając drzwiami jak tylko mogłam, wleciałam do łazienki i spojrzałam w lustro. Moje oczy świeciły się żywą czerwienią. Zamknęłam je na chwile i znowu miały swój normalny kolor. Opierając się o ścianę zsunęłam się z niej bezszelestnie na podłogę… Co się ze mną stało… Co ja zrobiłam? Mogłam zabić moją przyjaciółkę. Rozpłakałam się. Nie potrafiłam. Jestem złym człowiekiem, złą czarownicą.. Powinno się mnie spalić na stosie. Tak jak w średniowieczu. Wyszłam z łazienki. Zobaczyłam tam siedząca Brooke.
- Nie boisz się mnie?- szepnęłam patrząc na nią ze łzami w oczach i czarnym tuszem totalnie rozmazanym na policzkach.
- Nie.. Bo tam to nie byłaś Ty…- odpowiedziała podchodząc i przytulając mnie. Wtuliłam się w przyjaciółkę. Ta głaskała mnie po głowie a ja? Płakałam. Nie umiałam inaczej.
- Gdzie jest Peyton?- spytałam.
- U siebie. Siedzi. Jest już dobrze. Trochę tylko ją poddusiłaś.
- Boi się mnie?
- Chyba trochę… Ale nie dziw jej się.
Nagle do pokoju wleciał gołąb. Jak się po chwili okazało gołębica. Piekna biała. W jednej chwili przed nami stanęła Melanie. Widocznie ona miała w rodzinnym godle gołębia, tak jak ja kota. Popatrzyła na mnie z politowaniem.
- Lil ja pierniczę, ale żeś zrobiła siarę… Odbiło Ci?! „Góra” o wszystkim wie! Masz PRZYPAŁ! – mówiła zdenerwowana chodząc po pokoju.
- Jaka „Góra” o co chodzi?- popatrzyłam na nią ze zdziwieniem.
- Sabat dziewczyno! Kierownictwo kobieto. To są najwredniejsze jędze ze wszystkich. Utopią cię w żabim wywarze i napchają skrzydłami nietoperzy jak będzie trzeba!- na sam słuch zrobiło mi się niedobrze.
- Ale za co?- spytałam z przerażeniem.
- Za zamach na Pey.. Nam dobrym czarownicom nie można robić krzywdy ludziom, a raczej kobietom.. Bo mężczyźni, to inna bajka jest… Czy ty myślisz czasem co robisz… ja jestem młodsza i panuję nad emocjami a Ty nie..
- No i co teraz ze mną będzie?
- Pójdziesz wytłumaczysz się. Dadzą Ci karę. I dupa. Chociaż mogę spróbować pogadać z babcią. Ona jest jedną z nich. Może dałoby się coś załatwić poczekaj. – Mel stanęła w koncie i zacisnęła powieki. Rozmawiała telepatycznie z babcią. Wiedziałam to.
- Idę do Pey. – muszę ją przeprosić. Po prostu to jest silniejsze ode mnie.
Po chwili stałam przed drzwiami do pokoju przyjaciółki. Zapukałam cicho.
- Wejść. – usłyszałam. Weszłam pomału i zobaczyłam siedząca Pey na łóżku i skrobiącą coś w zeszycie. Na mój widok wbiła się bardziej w nie.
- Spokojnie… Przyszłam cię przeprosić.. Ja wierz mi…
- Ok.. To moja wina… nie powinnam Cię nazywać dziwką.. przecież wiem , ze nią nie jesteś… Może zazdroszczę ci tego, że odważyłaś się to zrobić z obcym chłopakiem…
- Nie to żadna odwaga Pey.. To tchórzostwo… - bałam się przyznać. Bałam się przyznać, do tego, co siedziało we mnie. W środku. O kim myślałam kiedy Matt mnie dotykał? Kiedy całował? O Billu… Pragnęłam się do niego przytulić…
- Ale jak to… przecież nie jesteś zakochana… Bill to tylko kolega… Prawda?- popatrzyła na mnie uważnie. Z moich oczu popłynęły łzy. Jak mogę kochać skoro go nie znam…- Kocha się za to, że jest…Za to, że coś dla ciebie znaczy.. A nie za coś…- powiedziała Pey jakby czytała mi w myślach. Spojrzałam na nią i mocno się przytuliłam.
- Ale ja go zranię… Ja nie umiem kochać…- jęknęłam jej w ramie.
- Zawsze są wyjątki od normy kochanie. Jeszcze dziś pójdziemy do Kaulitzów i spędzimy z nimi zajefajny wieczór. – uśmiechnęła się do mnie. Odwzajemniłam go, przez łzy. W tym momencie wparowały do pokoju Mel i Brooke roześmiane.
- Uratowałam twój mały, zgrabny i przeczesany tyłek. - uśmiechnęła się szyderczo Mel- dyndasz mi piwo!
- Ok.. – przytuliłyśmy się we 4.
- Mogę wam coś powiedzieć? – spytała dziwnie Bro.
- Dajesz laska.
- Tom chce mnie bliżej poznać. Gadałam z nim przez telefon. – dziewczyna zaczęła skakać i machać rękami, a my razem z nią. W końcu chociaż jednej z nas coś zaczęło się układać.
*************************
Tom, Bill i Gustav siedzieli w salonie domu Kaulitzów i śmiali się z żartów Georga. Tom patrzył na brata i widział radość w jego oczach. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu. Cieszył się, ze brat znalazł dziewczynę, na której mu zależy. Bo chyba tego mu brakowało. Ale z drugiej strony bardzo bał się żeby go nie zraniła. Odnosił wrażenie, ze jego brat już coś do niej czuje. A nie znał jej praktycznie w ogóle. Miał nadzieje, że Bill wie co robi. Jego myśli za to zaprzątał teraz też ktoś inny. Tajemnicza niebieskooka dziewczyna, imieniem Brooke. Nie czuł takiego uczucia od… bardzo długiego czasu. Od czasu kiedy zobaczył swoja ostatnia dziewczynę z tamtym facetem. Kiedy zobaczył swoją ukochaną w ramionach innego. Od tamtego czasu przyrzekł sobie, że złamie serce każdej dziewczynie jaką spotka. Że one nie potrafią kochać i być wierne. On też nie będzie. Ale kiedy patrzył na Brooke czuł, ze była inna. Nie chciał jej przelecieć, tak jak masę innych. Chciał z nią siedzieć, rozmawiać, śmiać się. Nigdy nie przyszłoby mu do głowy żeby zrobić jej coś złego. W tym momencie rozległ się dzwięk jego telefonu.
- Tom twój telefon leży w kuchni, pewnie kolejna laska do ciebie dzwoni. Co Ty masz w sobie, że one cię chcą. Jestem o wiele seksowniejszy od ciebie. – zażartował Georg.
- Głupi jesteś i tyle!- Tom ze śmiechem sprzedał Georgowi z placka w tył głowy. Poszedł do kuchni złapał telefon i zobaczył napis „Brooke dzwoni”. Uśmiechnął się sam do siebie i odebrał.
- cześć Mała.
- Hey Tom. Co tam robisz raperze?
- A siedzę z tymi debilami i śmieje się z głupoty Georga. A co tam u was laski?
- My tez siedzimy. Dlatego tak pomyślałam czy przypadkiem nie mogłybyśmy do Was wpaść..? Spędzilibyśmy miły wieczór. Kupilibyśmy piwko i pograli w butelkę. Albo coś takiego.
- O to nie głupi pomysł jest!- Tom rozpromieniał całkowicie-Ale w butelkę to ja mogę grać tylko z tobą i na rozbieranego.Ha ha.
-No haha . Jesteś chyba dziwny. – dziewczyna perliście roześmiała się do telefonu- pogramy w prawda i wyzwanie.
-Ale to już takie oklepane… Buuu..
- Mówi się trudno.. No to my będziemy za jakieś 2 godziny. Wy za ten czas musicie skombinować muzę, żarcie i piwo.
- Spokojna Twoja mała rozczochrana.- Tom wystawił język do telefonu.
-Dobra Kaulitz. Kończę. Do zobaczenia przystojniaku.- zażartowała na koniec.
- No pa Miss World.
Odłożył komórkę na blat i prawie w podskokach wrócił do salonu.
- Tom coś ty taki radosny?- spytał Bill bawiąc się kolczykiem w brwi.
- dziewczyny przychodzą na wieczór. Będą za jakieś 2 godziny. – klapnął na fotel- musimy tu posprzątać. Georg idziesz po piwo, Gustav po prowiant, Bill sprząta, a ja kontroluję. – uśmiechnął się szyderczo
- Lily przychodzi?- Bill ożywił się wyraźnie.
- Tak. Wszystkie 4.
- Ok. ja mogę w takim razie sprzątać, ale tylko pokoje. A Ty Tom sprzątasz kible. – roześmiał się na co wszyscy zabrali się do swoich zadań.
***
No to tyle ;) Komentujcie następna notka po ponad 20 komach. Trzeba się cenić ;*
komentarze [25]Część 13. >> niedziela, 25 maja 2008 19:33:04
No i następna część tego opowiadania. 13 w pewnym sensie przełomowa. Dlaczego dowiecie się w noci. dziękuje, za wszystkie pozytywne komentarze. A teraz nie zanudzam... Pewną TĄ częśc notki polecam czytac przy piosence Brit & Alex-Let it go. A teraz nocia.
Dedy for MALWINKA ;*
**************************
Ok godziny 20 przyszła do domu Peyton wtaszczając siatki. Za nią Mel.
- I jak się udało spotkanie z panem K. ? - spytała ciekawsko Pey kładąc torbę na fotelu i włączając telewizor.
- Po co do niego poszłyście?- odpowiedziałam wrogim tonem pytaniem, na pytanie.
- Oooo... Coś czuję, że masz nam to za złe... Sama byś tego nie zrobiła Lily... - stwierdziła Pey.
- Tak cholera nie zrobiłabym tego! Dla jego dobra!! Rozumiesz, że on może nie przeżyć jak sie zakocha we mnie? Takie są prawa!!- wzburzyłam się wstając.
- A skąd wiesz, że się zakocha? - Pey nawet na mnie nie spojrzała, bo była zapatrzona w program na Discovery o ratowaniu planety.
- O ile już się nie zakochał...- dopowiedziała cicho Mel. Zabiłam ją jednym spojrzeniem, rzecz jasna w przenośni.
- Nie ma mowy, nie pozwolę na to... -z powrotem siadłam na fotelu z którego przed chwilą wstałam. Targały mną różne uczucia. Z jedej strony, chciałam być jego przyjaciółką, a z drugiej co jak nas poniesie? Jak sie prześpimy? Jeśli ja go mało znam i już mnie pociąga... To co będzie później... Nie będę miała wyjścia... Nie chce, żeby go czekał taki los... Nie jego... Musze się chyba uodpornić na to, że inni są zdani na moją łaskę i niełaskę.
- Posłuchaj mnie Lily.- zaczęła Mel- ja mam 15 lat i spałam już z kilkoma chłopakami. - moje oczy rozszerzyły się do wielkości 5 Euro. Ja bym chyba w środowisku czarownic uchodziła, za patentowaną dziewicę i starą dewotkę- musisz nauczyć się żyć, jak czarownica, a nie jak jej imitacja. Czarownice są stworzone do tego by uwodzić. Do tego, by rządzić ludzką rasą- Pey rzuciła nam buntownicze spojrzenie- no ok, przynajmniej męską częścią. Możesz robić z nimi, co chcesz. A głównym celem czarownic jest zabawa. I ja tu jestem teraz żeby cię tego nauczyć. Wiedziałam, że coś mnie do ciebie przygnało więcej niż samotność. Musze cię nauczyć żyć. A pierwsza taka lekcja będzie jutro. Piątek. Dyskoteki otwarte. Idziemy na dyskotekę.- powiedziała Mel, z takim przekonaniem jakby to było sensem jej świata.
- Nie, ja nie znoszę dyskotek.- zaparłam się z naburmuszoną miną.
- Teraz ich nie znosisz. Jutro je pokochasz, bo albo prześpisz się z jakąś dupą z własnej woli albo ja rzucę na ciebie zaklęcie. A raczej myślę, że chcesz pamiętać swój pierwszy raz.- powiedziała z ironią. Miałam chęć ją uderzyć... Chociaż może ona ma racje... Może żyję po to by budzić pożądanie.
*********************************** Wieczór następnego dnia**************************
- Lily... Wyglądasz... Bosko....- Brooke miała szczękę prawie na podłodze, a Mel patrzyła na mnie z uznaniem.
- Wyglądam jak dziwka..- bąknęłam przechodem oglądając się w lustrze.
- Jak dupa wyglądasz. W życiu nie wyglądałaś lepiej. Faceci będą ślinić się na twój widok.- Pey uśmiechnęła sie chodząc wokół mnie.
Czułam się co najmniej dziwnie. Miałam na sobie krótkie jeansowe spodenki, bluzkę z dekoltem na ramiączkach, włosy opadały na ramiona, makijaż miałam wyraźny ciemny, a na ustach smaczny błyszczyk. Spojrzałam na siebie. Nie wiedziałam, że mogę kiedy kolwiek tak wyglądać. Miałam dosyć chude nogi, czego normalnie nie zauważałam. Czułam, że to będzie cudowny wieczór, choć nie chciałam się do tego przyznać.
- Dobra, niech wam będzie chodźmy już...- włożyłam do kieszeni mahoniową pałeczkę, przekręcając ją delikatnie w paznokciach pomalowanych na czarny kolor. Uśmiechnęłam się do dziewczyn. Ruszyłyśmy w drogę. Szłyśmy we 4 cała szerokością ulicy. Wyglądałyśmy świetnie. Chłopaki tylko spoglądali za nami. Nigdy nie czułam się tak dobrze. Czyżbym dopiero odkrywała uroki mojego przyszłego życia i tego kim na prawdę powinnam być? Uwodzicielką... dziewczyną, która nie liczy się z uczuciami samców..
Doszłyśmy do lokalu, na którym wisiała nazwa "Gilotine".
- To jest moje miejsce... Pełno skate`ów do schrupania, którzy tak jak my szukają One Night Standów. - powiedziała Mel.
- Kto szuka ten szuka.- bąknęła Brooke- ja osobiście namierzyłam pewien przedmiot moich starań.
- Taaak... Toma Kaulitz...- Zaśmiała się Pey.
- A masz coś? Jest śliczny, seksowny i po prostu boski. - wymieniła Brooke na palcach.
- Uuuuu.... To ja pogadam z Billem... może uda was się jakoś spiknąć- wystawiłam jej język wchodząc do klubu i dosłuchując lecącej muzyki.
- Dam sobie rade. Ciocia Bro zawsze daje rade sama.- odparła z wyższością oddając bolerko facetowi w szatni.- Ok idziemy na sale z hip-hopem czy hausem?- spytała ciekawie Mel.
- Możemy iść na hip-hop. Ja tam lubię skejcików.- mruknęłam rozglądając się.
- A Bill?- mruknęła Pey. Spojrzałam na nią i momentalnie zachciało mi sie płakać. Odechciało mi się dyskoteki. Tak na prawdę wiedziałam, co się zdarzy teraz. Znajdę jakiegoś naiwniaka. Pójdę z nim do niego, do mnie, wszystko jedno gdzie. Zaczniemy sie zbliżać, a ja będę myślała, że na jego miejscu jest, nikt inny, jak młodszy z bliźniaków Kaulitz. Mignęły mi przed oczami chude kształty Billa. Jego pośladki, chude, ale jak pociągające dla mnie. Ten kawałek brzucha z gwiazdką jaki widziałam. Przygryzłam wyraźnie wargę.
- Przyjaciel. Nikt więcej.- czułam, że ktoś mnie przenika. Natychmiastowo rzuciłam sie na Mel. Złapałam ją za ramię. Czytała mi w myślach, gówniara.
- Lily uspokój się przecież to nic...- zaczęła z lekkim przerażeniem widząc mój wściekły wzrok i zaciskająca sie na jej przedramieniu rękę.
- Nie waż się więcej tego robić... To, że jesteśmy kumpelami, nie znaczy, że możesz sobie pozwalać...- wysyczałam przez żeby. Czułam, że dzieje się ze mną coś złego. Skąd we mnie ta złość? Ten głos pełny pogardy i nienawiści zarazem. Puściłam ją. Cholera jasna, coś było wyraźnie ze mną nie tak.
- Lily, wszystko ok?- Bro spojrzała na mnie z uwagą.
- Tak.. Chodźmy już... Sorry Mała... Ale nie rób tego więcej.-zwróciłam się w ostatnim zdaniu do Mel, całując ją w policzek. Uśmiechnęła się do mnie dając znać, że więcej nie będzie i rozumie wkurzenie.
Przechodziłyśmy przez tłumy tańczących na parkiecie ludzi. Z dziewczynami, zaczęłyśmy tańczyć u jednego z boków. Tak, żeby widzieć jakiś ładnych chłopaków. Szalałyśmy w rytmie muzyki. Pomału na nasze czoła wstępowały pojedyncze krople potu. Mijały minuty... A ja swoim wewnętrznym zmysłem czułam czyiś wzrok na sobie... Zaczęłam rozglądać sie w koło. Zauważyłam pewnego chłopaka przy barze. Siedział z drinkiem w ręku. Był bardzo, bardzo przystojny. Był skatem. Miał jeansy szerokie z krokiem w kolanach, adidasy, t-shirt koloru dojrzałej śliwki, z nadrukami i bejsbolówkę (nie wiem jak to się pisze przyp. aut.). Jego wzrok spoczywał na mnie, a właściwie na mojej zgrabnej tylnej części ciała. Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął sie zawadiacko. Chwile tańczyłam z dziewczynami, by jeszcze bardziej rozbudzić jego zmysły.
- To ja się zmywam... Nie czekajcie na mnie.- powiedziałam do dziewczyn i oddaliłam się w stronę baru. Podeszłam do wolnego miejsca obok gościa. Stanęłam delikatnie opierając sie o blat.- Jedno piwo proszę...- barman przyjął ode mnie banknot bez słowa i postawił szklankę piwa.- Wolne?- spytałam patrząc gościowi w oczy i wskazując na stołek obok.
- Jasne, dla pięknych dziewczyn zawsze.- miał piękny gruby gardłowy głos- a co taka panna robi sama w klubie?- popił łyk drinka, a ja zamoczyłam i upiłam delikatnie piwa, oblizując słodko usta. Czułam, że na niego to działa.
- Jestem z przyjaciółkami... Nudziło nam się no i jakoś tak wyszło, że padło na ten klub. A Ty? Pewnie gdzieś w pobliżu kręci się Twoja laska.
- odwzajemniłam uśmiech.
- Tak się składa, że właśnie rzuciłem i szukam kogoś, kto pomógłby mi o niej zapomnieć...- wiedziałam, że to była aluzja. Tak Kotku, to jest to..
- Ja to zrobię z wielką chęcią..- dopiłam piwo do końca. Patrzył na mnie takim wzrokiem, jakby chciał mnie zaraz rozebrać. Miał niesamowite oczy i szerokie barki.
- Zatańczysz?- wyciągnął rękę, ja ją chwyciłam. Zaczęliśmy się ruszać, na prawdę bardzo blisko siebie. Poczułam coś czego nie czułam nigdy. Namiętność, połączona z podnieceniem, kiedy czułam oddech tego obcego chłopaka na ramieniu. Jego dłonie na talii. Ruszałam sie zmysłowo ocierając o niego. Po chwili poczułam szept przy uchu:
- Matt...- poczułam delikatny pocałunek na szyi. Co zacisnęło mnie od dołu. Zaczynałam pragnąć tego chłopaka. Moje ręce bliżej przyciągnęły mnie do niego i odszeptałam mu z wydmuchem gorącego powietrza z ust:
-Lily...- I tyle słów wystarczyło. Liczyło się pożądanie.. To, że oboje nawzajem siebie pragnęliśmy choć się nie znaliśmy. Rządzą zmysłów, która opanowała nasze ciała. Po 20 min chłopak trzymając mnie za rękę prowadził do hotelowego pokoju, który znajdował się nad dyskoteką. Weszłam do pokoju. Matt zamknął za nami drzwi. Rozejrzałam się delikatnie po pokoju... Był przestronny, a na jego środku stało duże 2-osobowe łózko. Poczułam, że ktoś obejmuje mnie do tyłu. Temperatura wzrastała. Jego ręce delikatnie jeździły, pod moją bluzką zahaczając o moje piersi. Jego usta błądziły po karku... Odwróciłam się do niego przodem, zdjęłam mu kaszkiet jednym ruchem rzucając w kąt. Nasze usta w jednej chwili złączyły się w namiętnym pocałunku. Oboje wiedzieliśmy, że to przygoda na jedną noc. I chyba to chcieliśmy wykorzystać. Żyć chwilą. W tym pocałunku nie było miłości. Walczyło w nim pożądanie i namiętność. Jedno przeplatało się z drugim. Jego ruchy języka na moim podniebieniu wprowadzały mnie w ekstazę. Nie liczyło się dla mnie kim był, odwzajemniałam pocałunek z podwójną mocą. Moje ręce wjechały pod jego koszulkę, pozbywając się jej. Zobaczyłam dosyć umięśniony tors. Zaczęłam całować jego barki, a jego ręce powoli podnosiły moją bluzkę ku górze by się jej pozbyć. W końcu i ona wylądowała na podłodze. Położyliśmy się na łóżko. Czułam jak jego męskość twardnieje. On całował mój dekolt i sięgał ręką, by rozpiąć stanik. Przygryzał moją skórę na dekolcie. Jęknęłam cicho, wbijając paznokcie w jego plecy. Zaczęło mi szumieć w głowie. Wypiłam ledwie piwo, ale dla osoby, która nigdy nie piła alkoholu było to bardzo dużo. chłopak był cudowny.. Czułam się w tym momencie jak boginią. Drażnił językiem moje piersi, co doprowadzało mnie do szału. Zaczęłam rozpinać jego pasek od spodni. jeździłam rękami po klatce piersiowej podziwiając efektowny "kaloryfer" partnera. On pozbywał się moich spodenek. Nasze usta złączyły się w kolejnym pocałunku. Nasze języki wirowały niesamowity namiętny taniec wokół siebie. W końcu zostaliśmy tylko w podstawowych częściach naszej garderoby. Czułam przez materiał bokserek, że stawały się coraz ciaśniejsze dla bardziej podnieconego sytuacją chłopaka. Zaczęłam mu je powoli zsuwać, pytając się w myślach czy na pewno tego chce. Chce... Z nim, był wspaniały w tym co robił... Pieścił mnie gdzie tylko mógł... Jego ręce dotknęły każdego kawałka mojego ciała...W tym momencie byłam jego.. Myślałam, ze nie wytrzymam, kiedy byliśmy już całkowicie nadzy. Chciałam by już sie zaczęło, obsypywałam pocałunkami szyję chłopaka...
- Kochaj mnie... Tylko ostrożnie...- wyszeptałam przytłumionych głosem w jego ucho. Matt zrozumiał aluzję iż to mój pierwszy raz. Delikatnym ruchem ręki rozszerzył mi nogi. Po chwili poczułam jak coś we mnie wchodzi. Wygięłam ciało w łuk. Poczułam przedzierający ból. Matt robił to bardzo delikatnie,aż nasze biodra mlasnęły o siebie. Zaczął poruszać się miarowo w rytmie, przez początkowy ból, zaczęło się przedzierać podniecenie i uczucie rozkoszy. Wbiłam ręce w pościel. Jęczałam cicho imię chłopaka i słodkie och i ach. Czułam jakby zarz miało mnie rozsadzić od środka. Nasze ciała, serca i ruchy odbywały się w jednym rytmie. Spojrzałam przez zamglone podnieceniem oczy na Matta.Jego głowa była odchylona do tyłu, a usta delikatnie uchylone. Spuścił głowę, całując mnie po dekolcie. Rękami przeciskał nas bardziej do siebie. Jego ruchy w pewnym momencie stały się coraz szybsze i bardziej zdecydowane. Czułam, ze zarz oboje dojdziemy. Nasze ciała odbijały się od siebie. Słychać było miarowe uderzanie. Otaczała nas tylko cisza, przez którą przedzierały się nasze wspólne jęki. W końcu doszliśmy oboje w tym samym momencie. Moje przedłużony krzyk i jego dociśnięcie męskości. Opadł bez sił na mnie dysząc ciężko, tak jak i ja. Wyszedł ze mnie powodując u mnie jeszcze ciche ach. Czułam się taka szczęśliwa. W tym momencie przypomniałam sobie o czymś. Nie chciałam mieć dziecka. Matt zszedł ze mnie i leżał obok przecierając delikatnie pot z czoła.
- Zabezpieczyłeś się?- spojrzałam na niego, a on na mnie. Uśmiechnął sie do mnie przytulając mnie do siebie delikatnie. Nie oczekiwałam takiego gestu od chłopaka One Night Standów.
- Spokojnie Mała. Patrz tam.- pokazał mi opakowanie po rozpakowanym kondomie. Westchnęłam z ulgą- o takich rzeczach się nie zapomina Lily.
- Byłeś wspaniały.- wsparłam się na łokciach patrząc na niego z rozczochranymi włosami. Zerknęłam na zegarek. Dochodziła 2 w nocy.
- Ty tez byłaś cudowna. Byłaś jedna z najlepszych dziewczyn z jakimi spałem, jeśli to będzie dla ciebie komplement.- był na prawdę spoko gościem- dlaczego na swój pierwszy raz wybrałaś One Night Stand? Wszystkie dziewczyny przecież pitolą o tym, że to trzeba zrobić z kimś kogo się kocha itp.
- W życiu ważny jest spontan i zabawa. Czas mija. Trzeba żyć chwilą.- odparłam.
- Jesteś na serio fajną laską. Gdybyś dała mi swój numer z chęcią bym się z Tobą częściej spotykał. Rzecz jasna ten seks był bez zobowiązań i planów na przyszłość.
- Jasna sprawa a teraz, wybacz,ale chce się przespać, rano muszę sie zmywać. Położyłam się plecami do niego i przytuliłam do poduszki. Jednak ten nie dął za wygraną i przytulił mnie od tyłu całując ramię i szyję. Czekała mnie na prawdę długa noc i ranek...
*******************************************************
No i co zdziwieni?? Założę się, ze odrobinę na pewno. Pierwszy raz zmierzałam się z wątkiem erotycznym. Powiedzcie mi szczerze co o nim sądzicie.. Krytykę, przyjmę z podniesioną głową.
komentarze [17]Cześć 12.. >> piątek, 16 maja 2008 23:13:09
No i oczekiwana... Część 12... Wypocona notka przez mnie... Nie mam weny... Ale czego nie robi się dla czytelników... ;* następna notka nie wiem kiedy... dedykowana wszystkim komentującym ;*
PISANA PRZY PIOSENCE: ŁZY - NIEBIESKA SUKIENKA
KONIECZNA DO DOBREJ INTERPRETACJI!!
************************
Siedziałam na podłodze w pokoju. Wokół paliły się świece i kadzidełka. Ich woń uspokajała mnie od środka. Moja klatka piersiowa unosiła sie w równomiernym oddechu. Czułam się lekka i odprężona. Mój umysł był pusty od myśli. Wirowała w nim pustka. Tak bardzo tęskniłam za samotnością. Teraz to widzę. Choć nie chciałabym żyć sama, cały czas. Teraz zobaczyłam, że do życia jest mi potrzebny on. Cholera... Ja nie mogłam się zakochać!! Przecież ledwo go znam!! Muszę dać sobie spokój. Nie pójdę do niego. Koniec. Ma swoje życie. Poza tym zapewne już o mnie zapomniał. Tak... Na pewno zapomniał... Cholera... Płakać mi się chce jak to stwierdzam... Głupia Ty... Ty głupia... Jak mogłaś myśleć, że cokolwiek się wydarzy... Przecież kochać nie umiesz... A on jest gwiazdą... Takich idiotek jak ty ma na pęczki... Czułam w oczach piekące łzy... Oparłam twarz na rękach. I spłynęły mi po policzkach... Tak bardzo chciałam być obok niego... Rozmawiać z nim... Śmiać się... tak jak wtedy kiedy był w szpitalu... Mimo, że był po próbie samobójczej na jego twarzy widniał szczery uśmiech... Czułam ciepło jego ręki, kiedy próbowałam mu ją ogrzać.. Widziałam go śpiącego... Im więcej sobie przypominałam tym bardziej płakałam. DLACZEGO JA MUSZE BYĆ TĄ WALONĄ CZAROWNICĄ?!?!
W tym momencie rozległ sie dzwonek do drzwi. Podniosłam na serio wnerwioną twarz. Czy mi już nawet spokojnie nie można się zdołować?! Choć w jednej chwili złapałam za różdżkę. Jedna myśl mi przebiegła przez myśl. Daniel... Co ten patafian chce... Nie dostanie mojego dziecka żadnego, prędzej skonam... Podeszłam ostrożnie do drzwi... Patrząc na logikę, chyba nie pukałby tylko wszedłby z impetem, zrobiłby mi dziecko i wyszedł... Ale... Warto być ostrożnym... Jezu... ja chyba na prawdę za dużo myślę...
Uniosłam różdżkę delikatnie i uchyliłam drzwi. Osoba, która tam stała, to bynajmniej, nie był Daniel. Stałam z wyciągnięta różdżką przed siebie. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. W drzwiach stał chłopak. W czarnej szerokiej bluzie. Miał kaptur na głowie, na oczach duże czarne przeciwsłoneczne okulary. Opuściłam pałeczkę chowając ją do kieszeni. Patrzyłam jakbym zobaczyła ducha. To on. To był on... Na jego ustach malował się delikatny uśmiech.
- Mogę wejść...? Nie chcę, żeby fanki mnie zauważyły...- powiedział.
- Taaa... Tak jasne...- zacinałam się lekko. Nie mogłam opanować zdziwienia. Czy to do cholery jakaś telepatia? Czy to ja bez swojej wiedzy i opanowania w rozmarzeniu połączyłam się z jego myślami i on zobaczył drogę do mojego domu... Lily to głupia kwoko jak mogłaś taki błąd popełnić...
Bill zdjął okulary i zrzucił kaptur. Ukazały się moim oczom jego tęczówki. Błyszczały w blasku słońca padającego zza szyby. Czarny makijaż dodawał spojrzeniu drapieżnego wyrazu i tajemniczości. Nie wytrzymałam. Podbiegłam do Billa i mocno się w niego wtuliłam. Puściły mi emocje. Objęłam go jak tylko mogłam. Przyległam do niego całym ciałem. On początkowo był zdziwiony, ale po sekundzie odwzajemniał uścisk. Czułam jak wtula twarz w moje włosy. Jego ręce spoczęły na moich plecach. Czułam się tak cudownie. Chciałam, by ta chwila trwała wiecznie. Wdychałam zapach jego perfum. Jego ramiona otaczały mnie bezpieczeństwem, jakiego nigdy nie doświadczyłam. Chwilę po tym odsunęłam się delikatnie od niego, ale tylko na odległość kilkunastu centymetrów. On cały czas mnie obejmował. Popatrzyliśmy sobie w oczy. Widziałam w nich taką czułość. Na jego ustach widniał promienisty uśmiech. Odwzajemniłam go... I poczułam jak zalewa mnie fala ciepła.. Rumieniłam się..O kurczę.. Spuściłam głowę nieśmiało do dołu...
- Co Ty masz w sobie, że na mnie tak działasz...? - wyznał podnosząc mój podbródek. Zbliżał twarz do mojej. Coś mnie ocuciło i odsunęłam się do chłopaka udając , że nie zauważyłam jego zamiaru pocałowania mnie.
- Hmm... Cóż... Obawiam się, że to mój zwierzęcy magnetyzm. - roześmiałam się wchodząc do salonu, a Bill za mną.
- Możliwe. A co tu robiłaś...?? Po co te kadzidełka...?- spytał odmachując od siebie szare opary pachnącego dymu.
- Medytowałam. - uśmiechnęłam się do niego szeroko nastawiając wodę w czajniku- napijesz się herbaty albo kawy?
- Kawy czarnej mocnej bym się napił. - wyszczerzył ładnie do mnie swoje, poniekąd, krzywe ząbki. Zdjął bluzę, jego koszulka podniosła się lekko do góry ukazując chudy brzuch. Odwracając się tyłem do niego i wyjmując kubki, zagryzłam delikatnie wargi. Podniecał mnie? Tak... Jak cholera... Starałam się panować i lekko wzdychając wróciłam do pilnowania czajnika. On rozsiadł się na kanapie jakby był u siebie.
- Masz ładne mieszkanie. Takie... hm... trochę starodawne.- fakt w mieszkaniu było pełno antyków. Babcia je kochała. pielęgnowała je jak swoje dzieci. Konserwowała, przecierała, lakierowała. To było jej hobby.
- Moja babcia się tym interesowała. Kochała to... - westchnęłam i przywołując sobie jej obraz siedzącej nad jakimś starym zegarem z przyrządami do konserwacji i lupą w ręce.
- Kochała...? Twoja babcia nie żyje ... tak?-spytał delikatnie opierając ręce na kolanach.
- Tak... umarła... prawie rok temu...- powiedziałam lekko przyciszonym głosem wyłączając gotującą się wodę. I zalewając 2 łyżeczki kawy.
- Przepraszam może nie powinienem... - zmieszał się lekko.
- Nie, nie wiedziałeś przecież... Nie ma o czym mówić... Jak mnie znalazłeś?- spytałam stawiając przed nim parujący napój, a sama w ręce trzymałam herbatę o smaku malinowym. Siadłam obok niego na sofie po turecku, przodem do niego.
- Przez twoje przyjaciółki. Były u nas w domu.- powiedziała popijając kawę krzywiąc się lekko z gorąca. Wyglądał tak cudownie.. Lily uspokój się...
- Moje przyjaciółki?? Mel, Brooke i Peyton tak?- spytałam ze zdziwieniem kiedy dotarło do mnie, ze moje przyjaciółki zniszczyły mój plan skończenia z Billem dla naszego własnego dobra.
- Tak. Powiedziały, że nie odważysz się przyjść sama. I jeśli chcę to dadzą mi twój adres. Więc jestem.- uśmiechnął się do mnie, przez sekundę widziałam jego kolczyk w języku. Z drugiej strony prawie się we mnie gotowało. Kto im pozwolił wtrącać się do mojego życia. Ale ja im dam szkołę życia wydaje mi się. Musze, w księdze poszukać zaklęcia, żeby zmienić je w podręczne długopisy albo coś kolwiek innego. Zabije je. Wredne małe krowy.
- Zawsze się wtrącają.- szepnęłam wlepiając wzrok w podłogę i popijając herbatę.
- Nie chciałaś bym przyszedł...? Przecież w holu... Przytuliłaś się do mnie...- mówił z lekkim wahaniem. Czy ja na prawdę miałam do nich żal, ze poszły tam? Sama bym tego nie zrobiła. Chyba wiedziały co robiły.
- Nie, to nie tak... Bill... To wszystko jest trudne... Niesamowite ale trudne... Z czasem się wszystkiego dowiesz... Nie zmuszaj mnie bym Ci mówiła teraz...- popatrzyłam na niego błagalnie. Nie chce kłamać. Nie przed nim.
- Ok... Do niczego Cię nie będę zmuszał... Ale chce byś była moją przyjaciółką... Przez ten czas stałaś się dla mnie kimś ważnym- powiedział spuszczając głowę. Był nieśmiały.
- Bill... Ty dla mnie tez jesteś kimś ważnym... uwierz mi...- powiedziałam podnosząc lekko jego podbródek i uśmiechając się do niego. W pewnym momencie Bill podskoczył jakby sobie o czymś przypomniał.
- co Ci się stało jak u mnie nie byłaś? twoje koleżanki mi mówiły , ze cię napadnięto? kto to zrobił? po co? w jaki sposób?- zasypał mnie gradem pytań , których sama nie umiałam zapamiętać.
- Bill spokojnie... - zaśmiałam się- nic mi się nie stało.. To jest najważniejsze. A jak przebiegło Twoje leczenie? Przepraszam, ze więcej nie przyszłam, ale nie miałam jak... Uwierz mi byłam nieprzytomna, później unieruchomiona...
- Ok nie tłumacz się. Przecież doskonale to rozumiem. Moja leczenie jest ok. jeśli wszystko pójdzie dobrze za jakiś czas ruszam z powrotem w trasę.- powiedział i widziałam w jego oczach iskierkę szczęścia. Widać, że po tym przeżyciu jego serce odżyło. I znowu miał miłość. Miał muzykę. A Ty co głupia myślałaś, ze zostanie w Berlinie dla ciebie? Przecież ma takich tysiące.. Nie no nie jestem o nie zazdrosna prawda... Nie będę o nie zazdrosna...
Cholera jasna... Jestem o nie zazdrosna. Bill coś opowiadał z trasy... Ja słuchałam półuchem... Kiedy on się śmiał to ja też... Kiedy mówił potakiwałam, w nadziei, że nie pyta mnie o nic ważnego... Przyglądałam się mu był...taki przystojny... Wyobraziłam sobie jakąś dziewczynę wtuloną w niego... Natychmiast stanęły mi łzy w oczach...
- Przepraszam na chwilę..- zatkałam usta dłonią i wybiegłam praktycznie do łazienki. Czułam jego wzrok na sobie. Zamknęłam się w łazience. Stanęłam nad umywalką. Łzy cisnęły się znów do oczu. Znów łzy, znów przez niego, przez jakiegoś faceta... Muszę to przerwać... pójdę z Mel do jakiegoś klubu, wyrwę faceta, prześpię z nim wyczyszczę pamięć i tyle... ponoć tak żyją czarownice...I ja tez spróbuje tego życia... Lilyth weź się w garść...
- Przepraszam... Mam tak czasem, napady tak jakby... mam problemy z żołądkiem...- uśmiechnęłam się na maxa sztucznie. On odwzajemnił go, postawił kubek na stole i wstał.
- Ja właściwie się trochę zasiedziałem jestem tu już 1,5 godz a mam sprawy do załatwienia.- Podszedł do drzwi, założył obuwie, okulary i kaptur. Spojrzał na mnie, szybko pocałował w policzek i szepnął tylko:
- Nie zapomnij o mnie. Zadzwoń.
Padłam na sofę... Zaczynam, życie czarownicy... nie zmarnuję tego... Nie tej szansy... Musze naucz się balować... I nie mieć uczuć..
**********
End of moje wypociny... Komentować plis...
komentarze [11]Dzięki!! Bez opa na razie;* >> czwartek, 8 maja 2008 22:48:44
Słuchajcie... Ja was po prostu kocham... Wasze komentarze są strasznie miłe!! Dziękuję wszystkim za życzenia. i wybaczcie, ze po tych 15 komach noci nie będzie ale myślałam, że wam to zajmie dłużej. Postaram się jak najszybciej dodać 12 część, która jest w masowej produkcji.
Do GUSTAV-EWA-TH - jest mi an serio bardzo miło, ze moje opowiadanie Ci się podoba ;D wierz mi, ze jesteś dla mnie dużym wsparciem. Jak byś miała ochotę to możemy wymienić się numerami gadu to byśmy sobie pogadały bo dziwnie czuje , że się zrozumiemy ;PP Ja też nie mam pamięci do dat... nie Ty jedna xD
CAŁUJĘ WSZYTSKIIIIIICH!!!!!
komentarze [13]CZęść 11 >> środa, 7 maja 2008 13:53:10
No i cóż... dziś następna nocia ;)) Czemu tak późno? Mylog ma chyba jakieś problemy z serwerami. Przez 3 dni probowałam się na niego dostać. Niestety udało mi się dopiero dziś. Ale cóż... lepiej późno niż wcale ;D Dziękuję za pozytywne komentarze..
Notkę dedykuję :
* TOXIC-LOVE - za ich wspaniałe opowiadanie ;DDD Za humor ;DD
* GUSTAV-EWA-TH - za wsparcie z jej strony i także cudne opowiadanie ;**
Notka dodana z powodu moich 16 urodzin ;DD Które miałam 6 maja ;DD
****************************************
Tydzień później czarnowłosy pakował rzeczy, by wrócić do domu. Cieszył się, że wychodzi z tego miejsca, a zarazem smucił, bo drugiego dnia pobytu ona była przy nim. A do tej pory, nie przyszła już ani razu. Dzwonił na jej komórkę codziennie. Aż przestał. Chciała sie pewnie pochwalić koleżankom, że go zna. To go bolało. Bo choć dziewczynę znał zaledwie kilka godzin, wydawała mu się taka otwarta. Jakby znał ją na wylot. Ale próbował zapomnieć, albo znaleźć ją. Zasuwał zamek w torbie. Nie wiedział co myśleć. Bał się o nią. Sam nie wiedział dlaczego. Może dlatego, że wydawała mu się inna niż wszystkie. Że patrzyła na niego jak na normalnego chłopaka, a nie jak na gwiazdę rocka.. tak mu się wydawało... jego życie było pełne niedopowiedzeń.Było pełne wszystkiego tylko nie tego, czego potrzebował najbardziej. Kobiety... Kobiety, u której boku mógłby patrzeć na zachód słońca, której mógłby szepnąć na ucho, że kocha...Że mimo sławy i wszystkiego z nią będzie... A ona... By kochała jego serce, a nie sławę i kasę... I czuł, że Lily taka była... Taka jest... Przysiągł sobie, że ją znajdzie... Po to choćby by sie dowiedzieć , że to była tylko chwila...
Przemyślenia przerwał mu łoskot otwieranych drzwi. Zobaczył w nich swojego brata z małym białym papierem w reku.
- Wziąłem twój wypis... Możemy stąd spadać raz na zawsze.- uśmiechnął sie szeroko do brata.
- Tak w końcu. - Czarny odwzajemnił gest i zarzucił torbę na ramię zmierzając za bratem w stronę wyjścia. Już miał zamykać drzwi i rzucił ostatnie spojrzenie na to siedzenie na którym siedziała ona, i na łózko na którym leżał. Przypomniał sobie jak dotykała jego ręki. Jej skórę. Zapach jej perfum, kiedy na pożegnanie delikatnie pocałowała go w policzek. Poczuł na ramieniu dłoń brata i spojrzał na niego.
- Znajdziemy ją Bill. Obiecuje Ci to.
Rzucił ostatnie spojrzenie na salę, westchnął i zamknął drzwi idąc przed bratem.
*******************************************
- Lily!! Ile razy ja mam Ci mówić żebyś się nie ruszała!!- prychnęła Mel klepiąc mnie po tyłku. Kurde. Jestem zniewolona w swoim własnym domu, przez 2 ziemianki i czarownice, które nie dają mi żyć.
- Ja wstałam tylko po chusteczki do nosa.- bąknęłam śmiejąc się pod nosem i usadawiając z powrotem na łóżku.
- Lekarz powiedział, ze powinnaś jak najwięcej spędzać czasu w łóżku. Czy Ty wiesz..- tu usiadła obok mnie po turecku na łóżku- co mi by zrobiła Brooke gdyby to widziała?- popatrzyła na mnie ze zgrozą. Sekundę później obie leżałyśmy ze śmiechu. Miny Mel mnie rozwalały. Była świetną aktorką.
- A właściwie to gdzie jest Pey i Brooke?- spytałam ładując się pod kołdrę i obejmując kolana rękoma.
- Bro pomaga się wypakowywać Pey u niej w pokoju. Słuchaj... Gdzie Ty masz komórkę? Tak pomyślałam wczoraj... Mówiłaś , że dałaś Billowi swój numer. Przecież , nie byłaś u niego przez tydzień. Na pewno dzwonił.
- Komórka mi się rozwaliła, jak Daniel mną walnął o ścianę. Miałam ją w tylnej kieszeni spodni.. Jak będę na siłach to do niego pójdę. Ale jeszcze nie teraz.. Popatrzyłam w okno. Słońce mocno grzało. Krajobraz Berlina rozpościerał się z mojego domu. On gdzieś tam jest. Co teraz robi. nie chciałam czytać mu w myślach. Tak bardzo chciałabym z nim usiąść i porozmawiać. Bez niego czułam się bezwartościowa. Przez tak krótki czas uzależniłam sie od niego. Przez tamten dzień stał się dla mnie niezbędnym do życia tlenem. Nie kochałam go... Chyba nie... Ale co mnie to obchodziło...Ale czy to możliwe... Przecież my NIE UMIEMY kochać... czyli to wszystko mi się tylko wydaje... Tak bardzo chciałabym być normalna...
Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 14. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić czułam się tak nijak. Ani się cieszyć ani płakać.Mel wyszła z pokoju zostawiając mnie samą. Przymknęłam oczy w niej miałam obraz Billa. Czy ja kiedykolwiek przestane myśleć o tym chłopaku? Nie będę tak siedziała, czuje się już dobrze. Popatrzyłam na różdżkę leząca na półce nocnej. Wzięłam ją do ręki i obróciłam kilka razy w palcach. Nie będę się załamywać. Jednym ruchem drewnianej pałeczki otworzyłam szafę i wyleciały z niej ubrania które chciałam założyć. Złapałam je w rękę i poszłam do toalety. Tam wzięłam prysznic, ułożyłam włosy w delikatną paryżankę , narzuciłam rzeczy i świeża, czysta i pachnąca zeszłam do dziewczyn. Na dole siedziała Broke i Pey, które po minach było widać były nie lada zmęczone. Mel krzątała się po kuchni.
- A co tu się dzieje? Ducha mi zaraz wyzioniecie tu..- zaśmiałam się schodząc ze schodów.
- Lil?!! !! Co Ty tu robisz?? Powinnaś być w łóżku!!- oburzyła się Pey.
- Zgadzam się w całej rozciągłości! Wracaj do łóżka.- przytaknęła Bro z miną a`la zaraz Cię zabiję, rękami złożonymi na piersi i tupiąca noga.
- Ale no dajcie mi żyć... czuję się już na tyle dobrze by nie leżeć w łóżku 24h na dobę.
- Uparta jak osioł. Czarownica jedna.- Bro zabawowo wystawiła mi język i usiadła na kanapie a obok niej Pey i ja.
- Więc jak się ma moja nowa współlokatorka?- objęłam Pey ręką i przytuliłam mocno.
- A bardzo dobrze. Nawet nie wiesz jak się ciesze, że nie będę sama w tym mieszkaniu. - Pey mieszkała jeszcze w domu po rodzicach, który był dosyć obszerny i który właśnie sprzedawała za całkiem niezła sumę pieniędzy. - zabrałam kilka rzeczy mamy i taty. Pamiątki, jakieś cenne rzeczy... Tak to rzeczy oddałam, ale ulżyło mi... Zamknęłam definitywnie tamten rozdział mojego życia. I teraz zamierzam żyć pełnią gębą.- obdarowała nas wszystkich szerokim uśmiechem. Odwzajemniłyśmy go... Cudna jest ta nasza Pey, takie kochane dziecko. W pewnym momencie do salonu wparowała Mel z talerzem dymiących naleśników.
- Mel jest...esss...an.io..lem...- bełkotała Brooke z pełną buzią.
- Tak stanowczo się z tym zgadzam...- dodałam oblizując czubki palców i opierając się o oparcie sofy.
- Ciesze się, ze wam smakowało.. Cóż w końcu o to chodziło..- blondynka podskoczyła złapała pusty talerz i pomaszerowała z nim do kuchni.
- No słuchajcie ja sie muszę ulatniać....- stęknęła Bro wstając.
- Nie niestety ja też... rodzina...- dodała Mel z grymasem wymalowanym wyraźnie na twarzy.
- To ja polecę z nimi po ostatnie rzeczy do mieszkania , została tam jeszcze siatka jedna i oddaję to hawirę. Nie obrazisz się jak zostawimy Cię samą?- spytała całując mnie w policzek i nakładając 2 ruchami japonki.
- Nie no co Ty...- uśmiechnęłam się opierając o drewnianą framugę drzwi- dam radę. Pomedytuje, wyciszę się, dawno tego nie robiłam.
- Ok tylko nie szlajaj się nigdzie Kocico.- rzuciła Bro przestępując próg i całując mnie w policzek.
- ok ok... Macie moje słowo....
*************************************
15 minut później 3 dziewczyny dosyć szybkim krokiem szły chodnikiem wzdłuż alei.
- Myślicie, ze to dobry pomysł? - kłopotała się Pey.
- Posłuchaj ona sie nie odważy do niego pójść.. Będzie sie bała znam Lily... Poszła wtedy do niego tylko po to, żeby zobaczyć co z nim... Ona nie zrobi następnego ruchu...- stwierdziła Brooke krocząc na przód i poprawiając na nosie duże przeciwsłoneczne okulary.
- Tak Pey, ja widzę, że ona za nim tęskni.. Tylko... Boje się żeby się z w nim nie zakochała...- Mel spuściła głowę.
- Niby czemu?! Gdyby się w sobie zakochali to byłoby cudowne!- ucieszyła sie Pey.
- Nie... Chyba nie wiecie, albo zapomniałyście, że my nie umiemy i nie MOŻEMY kochać! jeśli Lily się zakocha, to tylko jej sie będzie wydawać. jeśli się z nim prześpi będzie miała obowiązek wyczyścić mu pamięć. I wtedy nie będzie mogła już z nim się nawet spotkać. A jeśli zakocha się na prawdę... Może mieć problemy... Straci moc... A nawet może zostać skazana na śmierć..- ostatnie zdanie Mel wypowiedziała najciszej.
Dziewczyny patrzyły na Mel, przystanęły na chwilę. Popatrzyły na siebie.
- Zrobimy wszystko by między nimi była tylko przyjaźń. Najwyżej któraś z nas będzie musiała wkroczyć. Jako rywalka... - powiedziała Brooke. Popatrzyły na siebie znacząco- ja czuję, że oni muszą być jakoś razem...Choćby przyjaciółmi.
- Tak Bro ma racje... Lily czuła ból Billa... To świadczy już o tym, że nigdy o nim nie zapomni.- skwitowała Mel.
Dziewczyny ruszyły dalej w drogę. W końcu skręciły w ulicę o nazwie Bahnhofstrasse gdzie znajdował sie dom Kaulitzów. Stanęły kilka domów wcześniej i zaobserwowały tłum rozpiszczanych dziewczyn przed bramą.
- Cholerne rozpiszczane dziewuchy.- zaklęła Pey ze złością.
- Spokojnie... Ja się tego pozbędę.- powiedziała uspokajająco Mel wyjmując z tylnej kieszeni mała drewnianą pałeczkę.
- Ocuppo...- mruknęła cicho pod nosem i wykonała lekko okrężny ruch różdżki. W jednej chwili fanki umilkły i zabierając jak w transie swoje rzeczy poszły w swoje strony.
- No Mel. Jesteś wielka. - stwierdziła z uznaniem Pey.
- Eeee tam... Normalka- odwzajemniła jej szerokim uśmiechem. Podeszły do szerokiej bramki i nacisnęły domofon. Odpowiedział im gruby męski głos.
- Tak? Kto mówi?
- My do jednego z braci Kaulitz. Billa lub Toma. Czy są?- powiedziała miło Bro.
- Są. Ale jeśli panie są fankami to niestety chłopcy są zbyt zajęci. - już miał zamiar się rozłączać kiedy zareagowała Mel.
- Nie proszę pana. Jesteśmy przyjaciółkami dziewczyny, która uratowała wokalistę.- wysłuchały cichych szmerów rozmów po drugiej stronie domofonu.
- W taki razie, proszę. Wejdźcie.
Weszły na dużą posiadłość. Podeszły i otworzyły się przed nimi drzwi. Zobaczyły starszego z bliźniaków. Patrzył na nie uważnie. One na niego. Zwłaszcza Brooke. Przyznawał się sobie, że chłopak od zawsze jej się podobał. Ale był nie dla niej.
- Może wejdziecie?- usunął się z przejścia wskazując gestem przedpokój. Przeszły przez drzwi. Zdjęły obuwie, Brooke zdjęła z oczy okulary ukazując swoje błękitne tęczówki. Napotkała pociągające oczy blondyna. Delikatnie spuściła głowę.
- Jesteśmy tu w sprawie Lily.- powiedziała Peyton wchodząc razem z przyjaciółkami do salony i siadając na kanapie. Z oddali słychać było ciche rozmowy i stukanie zmywanych talerzy.
- Ok... Tak w ogóle jestem Tom. - podał każdej po klei rękę. przy Brooke na jego twarz wstąpił wyjątkowy uśmiech. Jej oczy były dla niego zniewalające. Mógłby w nich utonąć.- Ja sam miałem szukać jej... Zniknęła tak po prostu... Była raz u mojego brata w szpitalu... A ten cóz... Przywiązał się do niej... W końcu uratowała mu życie.. Nikt nie wie jak... Ale uratowała...
- I my w tej sprawie.- zaczęła Mel- to w jaki sposób Lily uratowała Billa jest w tym momencie najmniej ważne. Przyszłyśmy tu z powodu Lil. Jest nasza przyjaciółką i wiemy, że nie odważyłaby się przyjść tu sama. Tu jest jej adres.- podała chłopakowi kartkę- gdyby Bill chciał z nią porozmawiać.
W tym momencie do pokoju wszedł Czarny. Był już umalowany jego włosy stały elegancko. Oczy podkreślała czarna kredka, a na paznokciach widniał staranny francuski manicure. patrzył to na dziewczyny, to na brata.
- Dlaczego nie przyszła już ani razu? Byłem tylko chwilą w jej życiu?- spytał bez zbędnych dodatkowych pytań.
- Nie.. Lily... Została napadnięta...- powiedziała cicho Brooke spuszczając głowę a w jej oczach szkliły się łzy, widziała jak przed chwilą, przyjaciółkę lezącą we krwi. Twarz zasłoniły jej włosy. Czuła na sobie wzrok innich i po chwili dotyk Mel, która delikatnie ją przytuliła.
- Co....?- źrenice Billa były wielkości 2 Euro.
- To prawda. Została napadnięta tego samego dnia kiedy była u Ciebie. Było z nią źle. Bardzo źle... Miała liczne rany. Ale nic jej nie jest. Jest już w domu. Cała silna i zdrowa.- dopowiedziała Pey.
- To dobrze... pójdę do niej. Pójdę jeszcze dziś.- powiedział z przekonaniem.
- Dobrze tylko ostrożnie. Tak w ogóle rozmawiając o przyjemniejszych rzeczach to nie przedstawiłyśmy się chyba- zagadnęła Mel, która zdążyła już doprowadzić Bro do normalności.
- Jestem Brooke, to Melanie i Peyton dla przyjaciół Bro, Mel, i Pey.- uśmiechnęła się niebieskooka i posłała delikatne spojrzenie Tomowi, który wyraźnie był zainteresowany dziewczyną.
*********************8
I to tyle;) Następna nocia po 15 komach ;)
komentarze [17]Cześć 10 >> niedziela, 20 kwietnia 2008 22:58:34
Oto i cześć 10... Udało mi sie ja skończyć... Jest raczej krótka ale cóż...
Zapraszam... Sama z odcinka zadowolona nie jestem... mam chwilowy zastój weny.
******
Wracałam ze szpitala cała w skowronkach. Ten chłopak jest tak cudowny, że szkoda gadać. Miałam przed oczami te cudowne piwne tęczówki. Podskakiwałam z nogi na nogę. Kiedy dochodziłam do domu coś mnie zaniepokoiło. Czułam kogoś. Jakby mnie śledził. Odwróciłam się. Nikogo nie było. Za pewne mi się przewidziało. Otwierałam drzwi zamkiem, kiedy ktoś nagle złapał mnie od tyłu i zatkał usta dłonią. Co się dzieje? czułam przerażenie. Nie mogłam oddychać. Próbowałam krzyczeć, ale tylko pozbawiałam się resztki powietrza. Szarpałam się ile miałam siły. Mężczyzna szybko wepchnął mnie do mieszkania, a drzwi same sie zamknęły. Na dworze nie było wiatru. Nie zwróciłam na to uwagi. Postać rzuciła mnie na sofę i w jednej sekundzie światło się zapaliło. Wstałam wyciągając różdżkę w stronę człowieka. Był to, nie jak mi się wydawało dorosły mężczyzna, lecz chłopak lat około 20.
- Kim Ty kurwa jesteś?!- wrzasnęłam z wściekłością w głosie.
- Grzeczniej Mała. Jesteś za cienka, żeby ze mną zaczynać. - odparł z pogardą w głosie.
- A niby kim Ty jesteś- zmierzyłam go wzrokiem od góry do dołu. Był w sumie niczego sobie. Miał około 190 wzrostu, brunet, piwne oczy, wyraźne kości policzkowe, dosyć dobrze zbudowany. Miał na sobie T-Shirt i jeansy.- chłoptasiu?
- Daniel. Może ta rzecz Ci powie kim jestem i w jakiej sprawie tu przychodzę.- z kieszeni wyciągną różdżkę- chciałem porozmawiać na spokojnie.
- Na spokojnie ?! Napadając mnie przed domem?!- krzyknęłam podchodząc bliżej. Chłopak jednym ruchem różdżki odrzucił mnie na podłogę. Uderzyłam o ścianę. Czułam jak kręci mi się w głowie. Jakbym odlatywała i miała pęknąć za chwilę.
- Mówiłem nie krzycz. -syknął przez zęby. Widziałam taki obłęd w jego oczach. Nic nie powiedziałam- posłuchaj mnie uważnie gówniaro. Przychodzę tu w prostej sprawie. Potrzebuje potomka. I to teraz, już, niedługo. I Ty mi jesteś do tego potrzebna.
- Że co?- jęknęłam. Wbiłam się bardziej w ścianę. Chłopak mruknął jakieś zaklęcie. Skręciło mnie od środka. To był niewyobrażalny ból.
- Nie przerywaj mi. Dasz mi dziecko. Przyjdę do ciebie za 3 miesiące. Zrobimy co mamy zrobić, a ty mi po prostu oddasz bachora. I nigdy więcej się nie zobaczymy.
- Ty jesteś ze złych mocy...- szepnęłam- nigdy ci nie oddam mojego dziecka..Po moim TRUPIE- ostatni wyraz zaakcentowałam szczególnie.
- Nie zrobię Ci tej przyjemności. Pomęczę Cię, może nie aż żeby zabić. I w końcu się zgodzisz. Masz czas. 3 miesiące. Albo dobrowolnie albo siłą. Tylko- podszedł do mnie łapią boleśni za podbródek uderzając z pięści w twarz. Czułam ciepłą stróżkę krwi z brwi i ust. Czułam jak twarz z każda sekundą puchnie mi coraz bardziej- nie próbuj uciekać. Jesteś jedyną zdolną do rozrodu czarownicą, która urodzi zdrowe dziecko. Przychodzę tu za 3 miesiące i je robimy. Rozumiesz?!- widziałam w jego oczach czerwień. Świeciły się ogniem i wściekłością. Ale tylko go oplułam. Uderzył mnie jeszcze kilka razy. Nie wytrzymywałam czułam jak krew leci mi z kilku miejsc. Jak kręci mi się w głowie, opadłam na podłogę. Usłyszałam krzyk i wszystko mi się rozmazało..
*******************************
Brooke i Pey zobaczyły już z wejścia, że coś było nie tak. Drzwi były uchylone. Dochodziły z tam tąd przyciszone wściekłe szepty i jęki bólu. Obydwie dziewczyny weszły do domu szybko i zobaczyło przerażający widok. Ich przyjaciółka wisiała wtłoczona w ścianę. Przy niej jakiś młody chłopak dusił ją, była cała zakrwawiona. Pey wydała z siebie zduszony okrzyk przerażenia.
- Zostaw ja ty śmieciu!!!!!- wydarła się Brooke. Chłopak obejrzał się i rozpłynął w powietrzu. Lily upadła z gruchotem na podłogę. Była zakrwawiona i nieprzytomna. Obie podleciały do niej.
- Bro dzwoń po karetkę!! Powiemy im, że to był napad!!
Po kilkunastu minutach przyjechała karetka. Nie zabrali jej do szpitala. Opatrzyli jej rany i kazali się z nią zgłosić na badania kontrolne. Przyjaciółka leżała na swoim łóżku w pokoju. Przy niej siedziała Pey. Trzymała ją za rękę i głaskała delikatnie po twarzy. Tym czasem Brooke, sprzątała na dole pozostałości po bójce. Miała w sobie tyle emocji. Miała chęć teraz pograć na gitarze. Był to jej ukochany instrument. Po prostu go uwielbiała. Mogła na nim wyżyć emocje, wypłakać się grając jakąś smutną melodię lub co tylko inne chciała. Grała na gitarze elektrycznej. Wyszyscy jej mówili, że to nie instrument dla kobiety. Ale ona uważała inaczej. Dźwięki wydające się z wzmacniacza były wyraźniejsze i oddawały to co czuła. Lubiła zawsze mocną muzykę.
Teraz szkoda jej było przyjaciółki. Była dla niej i Pey wszystkim. Ich oczkiem w głowie. Zawsze sama, samodzielna, silna. A jednak taka słaba... Miała przed oczami ten widok ją zakrwawiona i jedna myśl by jej nie stracić. Jej naburmuszeni rodzice, zajęci tylko praca i jej rozbebeszoną o rok młodszą siostrą prymuską. Nie znosiła jej. Nie chciała już o tym myśleć. Po chwili usłyszała ciche pukanie do drzwi. Wyjrzała z przestrachem przez judasza. Zobaczyła dosyć niska blondynkę. Uchyliła drzwi.
- Kim jesteś?- spytała mierząc ja wzrokiem.
- Mel. Kumpela Lily. Poznałyśmy się wczoraj. A Ty to pewnie Brooke albo Pey.- spytała zaciekawiona.
- Brooke.- otworzyła szerzej drzwi i uśmiechnęła sie lekko podając jej rękę.- wejdź, bo raczej nie mam dla ciebie dobrych wiadomości. Obydwie weszły do mieszkania. Mel zdjęła buty i usiadła na kanapie.
- Gdzie w ogóle jest Lily?- spytała rozglądając się.
- Przykro mi, że poznajemy się w takich beznadziejnych okolicznościach. Lily została napadnięta.
- Że co?!- Mel aż podniosła się z siedzenia.
- Nic jej nie jest. To było dziwne... Zresztą. Jeśli Lily będzie chciała sama ci opowie...- zakończyła Brooke nie wiedziała czy młoda znała tajemnicę jej przyjaciółki.
- Poczekaj, poczekaj. Słuchaj powiedz mi to może być ważne. Ja muszę to zgłosić. Bo widzisz ja też jestem... No... Jestem...- dukała sie. Przypomniała jej się cała sytuacja z przyjaciółką, łzy napłynęły jej do oczu. Powstrzymała je z wielkim trudem.
- Jesteś czarownicą?- zapytała z prostotą.
- Yhy...- przytaknęła blond włosa z niepewnością.
- To było tak mówić od razu...- brunetka rozpromieniła się- nie ugryziemy Cię chodź na górę. Tam jest Peyton. Powiedziała, że nie odstąpi Lily na krok. Obydwie pomaszerowały na górę rozmawiając przy tym po cichu.
*****************************
Było mi tak ciężko. Oddychałam z wielkim trudem. Nie mogłam otworzyć oczu. Nie miałam siły ruszyć się jak kolwiek. Nie pamiętałam nic... Miałam ciemność i w myśli czarną pustkę. Pomału ruszyłam ociężale powieki. Wszystko mnie zabolało. Poczułam czyjąś dłoń na moim policzku. Takie ciepło. Uchylałam pomału oczy mimo, że światło niemiłosiernie mnie raziło. Obraz na początku był zamazany, trudny do odgadnięcia. Ale po chwili, zaczęłam zauważać tak dobrze znane mi rysy twarzy Peyton. Siedziała z łzami w oczach.
- Pey..- wydusiłam z siebie tylko cichy jęk, w postaci imienia dziewczyny.
- Ciiicho... Nic nie mów Lily... Odpocznij.. jesteś zmęczona- taka bryła prawda. Oczy mi się same zamykały, ale nie chciałam, nie pamiętałam co się stało. Jak znalazłam się tutaj, nie mogę się ruszyć i wszystko mnie boli no i dlaczego siedzi przy mnie prawie płacząca Peyton. Po chwili zobaczyłam uchylające sie drzwi i postać Brooke i Mel.
- co wy... tu ro.. bicie...co się stało...- wydusiłam próbując sie podnieść,ale po chwili znów leżałam bo Pey nie pozwoliła mi nawet unieść głowy.
**************************
;]
komentarze [10]Część 9 ;) >> wtorek, 1 kwietnia 2008 22:52:34
No i następna notka ;P dziękuje za tak wielkie wsparcie jakie mi dajecie. choć mało jest komentarzy bo kiedyś bywało ich więcej to dzięki za wszystko i notka dedykowana komentatorom poprzedniej notki!!
************************
Zaczęłam pomału uchylać ociężałe powieki. Oślepiło mnie białe światło bijące od strony okna. Wyciągnęłam leniwie rękę spod kołdry i jednym jej ruchem zasłoniłam wszystkie zasłony w pokoju, w którym w sekundzie zapanował mrok. Uśmiechnęłam się sama do siebie i wtuliłam w ciepłą kołdrę. Jedak otworzyłam oczy na dobre. Przeciągnęłam się na łóżku jak rasowa kotka, drapiąc się lekko po długiej brązowej czuprynie. Zwlekłam obie nogi z łóżka i usiadłam. Czułam się, jak bym miała kaca. Powolnym krokiem ruszyłam do łazienki i odkręciłam kurek z wodą. Musiałam się jakoś obudzić, więc postanowiłam wziąć kąpiel. Rozebrałam się jednym ruchem z koszuli nocnej i weszłam do wanny. Otoczyło mnie miłe ciepło parującej wody z dodatkiem aromatycznego bzu. Wdychałam ten zapach, który był jak balsam kojący dla moich nozdrzy. Moją głowę wypełnioło pełno myśli. Pierwsza to Mel. Świetna dziewczyna, która pojawiła się wczoraj w moim życiu jak grom z jasnego nieba. Śliczna, wesoła, po przeżyciach ale da się z nią pogadać. Postanowiłam zaprzyjaźnić się z nią. Czułam, że może nas połączyć wielka przyjaźń. Nas cztery: Mnie, Mel, Brooke i Pey. Istniało we mnie przeczucie, że będziemy nie rozłączne. Uśmiechnęłam się na samą myśl spędzania wieczorów z dziewczynami. Następna myśl jaka mnie trapiła to moc. Zaklęcia, których jeszcze nie poznałam i ta cały czas, na nowo, coraz bardziej, odradzająca się ciekawość tego innego świata. Ale też, żal i złość, co do uczuć zakazanych, jak miłość. Ale pozostawała zawsze przyjaźń. Ostatnim i chyba najciekawszym tematem mych rozmyślań był, rzecz jasna, Bill. Zastanawiałam sie, co z nim. Nie mogłam się połączyć telepatycznie. I to mnie dobijało. Postanowiłam, go odwiedzić. Podzwonię po szpitalach dowiem się gdzie leży. I pójdę go chociaż zobaczyć, jak się czuje. Mam potrzebę bycia przy nim. Chciałabym się z nim zaprzyjaźnić. Dać mu kogoś w mojej osobie, komu będzie mógł powierzyć wszelkie sekrety, ale i bym ja w nim miała przyjaciela, któremu powiem kim jestem. Po kilkunastu minutach wyszłam było mi strasznie gorąco. Wyszłam po ubrania obwinięta ręcznikiem. Po wysuszeniu włosów, ubraniu się, poszłam zjeść śniadanie. Zrobiłam sobie jajecznicę i szukałam numerów telefonów do szpitali dzwoniłam do każdego. Okazało się, ze Bill leży na Villenstrasse, w klinice. Z radości aż podskoczyłam. Ubrana w czarny t-shirt z czaszką na przodzie i jeansowe spodnie 3/4 pomknęłam do wyjścia nakładając klapki. W tym momencie usłyszałam pukanie do drzwi. Cholera kogo tam niesie. Otworzyłam drzwi a tam stała Mel oparta o framugę z uśmiechem na twarzy.
- No, no... Nie ładnie, nie ładnie..- pogroziła mi palcem- miałaś mnie zabrać ze sobą, żebym zobaczyła tego twojego Billa.. A tu nic a nic...
- No Mel. Dopiero co się zdecydowałam, a Ty łaskawie następnym razem nie czytaj mi w myślach, jestem starsza mogę cię zablokować i wtedy będzie gorzej.- wystawiłam jej zabawowo język. Wyszłyśmy obydwie.
- będziemy iść? Piechotą?- zdziwiła się Mel.
- No.. tak. A jak inaczej?- spytałam rozglądając się- samochodem, autobusem?
- Nie tłumoku. Widać, że nie przeczytałaś całej księgi. Czarownice mają możliwość tak zwanej teleportacji. Możesz się przemieszczać z miejsca na miejsce w ułamku sekundy.
- Taaakk... Nic o tym nie wiedziałam.- stwierdziłam ze smutkiem.
- No.. nie miałaś skąd wiedzieć. Więc choć pokaże ci się jak się to robi. Daj rękę- złapała mnie za obie dłonie zamknęła oczy ja zrobiłam to samo- skup sie dokładnie na miejscu gdzie chcesz być, jak poczujesz sie, jak byś sie unosiła, to broń Boże nie otwieraj oczu.- przestrzegła i po chwili oczyma myśli widziałam ładny mały szpital w centrum miasta. Poczułam taką niesamowitą lekkość, kręcenie w głowie, straciłam grunt pod nogami i po chwili go odzyskałam. Otworzyłam oczy, stałam na rogu kliniki. Weszłyśmy do środka mijając grupkę dziewczyn koczujących pod szpitalem. Te to mają nie po kolei, ja rozumiem, że można się martwić o idola, ale żeby mu nawet nie dać wypocząć. Chore. Podeszłam do pielęgniarki w recepcji.
- Dzień Dobry. Gdzie leży Bill Kaulitz?- ta zmierzyła mnie wzrokiem znad okularów.
- Jeśli jesteś kolejną z tych fanek, to nie ma mowy o odwiedzeniu pana Kaulitza.- powróciła do zajęć bez słowa wyjaśnienia.
- Ale nie... Ja go uratowałam, kazałam zadzwonić po karetkę, znalazłam go...- wykrztusiłam nieśmiało. Pielęgniarka natychmiast wyprostowała się i zdjęła z nosa okulary.
- Ach to ty... Uratowałaś temu chłopcu życie- powiedziała już o wiele milej- było tak od razu mówić. 4 piętro sala numer 6. I załóż tylko ochraniacze na nogi- uśmiechnęła się przyjaźnie i powróciła do wypełniania jakichś druków.
Ruszyłam na 4 piętro, a za mną Mel.
- Lil jesteś pewna, że chcesz by cię zobaczył? Nie wolisz po prostu zniknąć?- spytała.
- Nie.. Chce z nim zostać i być jego przyjaciółką... Pomagać mu, on potrzebuje takiego kogoś Mel.. I to bardzo...
- Ale wiesz Lily, że to grozi ..- zaczęła ale nie dałam jej skończyć.
- Wiem, czym to grozi. Nie boje sie tego. Przecież my nie umiemy kochać.
Doszłyśmy w końcu. Zaczęłam iść po kolei obok pokoi patrząc na numerek. Stanęła przed białymi drzwiami z numerem 6. Obejrzałam się do tyłu na Mel.
Ta uśmiechnęła się tylko do mnie i szepnęła "Idź". Sięgnęłam i otworzyłam drzwi. Moim oczom ukazało się białe pomieszczenie. Na jego środku stało łóżko, obok szafka , a za nim aparatura. Na łóżku leżał śpiący czarnowłosy chłopak. Wyglądał mizernie i blado, aż poczułam takie ukłucie w sercu. Przy nim siedział dredowłosy. Na moje wejście obrócił głowę i popatrzył na mnie. Podeszłam do łóżka.
- Jak się czuje?- spytałam bez żadnych dodatkowych pytań.
- Wyjdzie z tego. Ale pobędzie jeszcze trochę w szpitalu, muszą zadbać o jego krew itp.- odpowiedział Tom- dlaczego zniknęłaś? Bałaś się mnie?
- Nie... Po prostu musiałam iść szybko...- plątałam się- nie chciałam zajmować Ci czasu- przyglądałam się chłopakowi, twarz miał równie blada jak jego śpiący brat, oczy podkrążone- czuwałeś przy nim cała noc?
- Tak.. Nie mogłem go zostawić.. Nie chciałem...- odparł patrząc z troską na Billa.
- Słuchaj.. Idź na dół. Niech pielęgniarka da ci klucz od pokoiku, idź prześpij się trochę, wypij kawę. A ja przy nim posiedzę. Tylko powiem mojej przyjaciółce, żeby na mnie nie czekała.
- Nie, ja przy nim zostanę...- bronił się Dred.
- Tom.. proszę Cię- położyłam rękę na jego ramieniu. Ten spojrzał na mnie i na brata.
- Ok... Opiekuj się nim. Nie spuszczaj wzroku- podszedł do wyjścia- aha... i jeszcze raz ci dziękuje, gdyby nie ty... już by go nie było z nami...
- Nie ma za co..- uśmiechnęłam sie do niego. Wyjrzałam na korytarz.Siedziała tam Mel- Mel ja zostaję. Ty idź do domu. Wpadnij do mnie wieczorem, może będą Brooke i Pey. Zapoznam was... A teraz chce z nim pobyć.
- Ok. - Mel przytuliła mnie- trzymaj się Lily. Jakby co jedna myśl i ja jestem.- obdarzyła mnie uśmiechem i znikła na schodach, a za nią poszedł Tom. Weszłam do sali z powrotem zamykając za sobą drzwi. Usiadłam przy szpitalnym łóżku. Patrzyłam na oddychającego spokojnie chłopaka a w tle słychać było respirator, który wybijał równy rytm bijącego serca. Popatrzyłam na twarz chłopaka. Zamknięta powieki, spierzchnięte usta, nieumalowany. Bill jakiego nie zna nikt. Biedny chłopak opuszczony przez wszystkich bliskich. Dotknęłam jego reki była ledwo ciepła. Złapałam ja delikatnie w obydwie dłonie i probowałam ogrzać. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Ale nie obchodziło mnie to zbytnio. teraz byłam tylko ja i on. Bill, którego praktycznie nie znam, ale zaczynam czuć coś wielkiego, albo tylko mam takie ważnienie. Był kimś tak tajemniczym. Pragnęłam go poznać. Poczuć jego bliskość. Chłopak poruszył sie lekko i zauważyłam, ze zaczął pomału otwierać oczy. Rozejrzał się po pokoju i dostrzegł mnie. Przyglądał mi się chwile.
- To ty... Ty mnie uratowałaś...- ledwo wypowiadał słowa.
- Tak... Jestem Lily... Twój brat poszedł sie przespać. Kazałam mu, siedział przy tobie cała noc.- obdarzyłam Czarnego lekkim uśmiechem.
- Dzięki... Nigdy nie był rozsądny...- dodał.
- Posłuchaj... Wiem, że dla ciebie to wszystko jest dziwne... I wszystkiego dowiesz się w swoim czasie... Ale ja po prostu cię lubię... nie pytaj skąd... nie jestem twoją fanką, żadna z tych rozpiszczanych co stoją teraz pod szpitalem- Bill zmusił się na uśmiech.
- Ale skąd wiesz.. Że mnie polubisz...
- Wiem... Wierz mi czuje to... Tylko proszę o jedno... Nie pytaj o nic więcej...proszę..- spojrzałam na niego.
- Ok... Bill jestem. Tak w ogóle.- podniósł rękę z wielka trudnością.
- Hej nie przemęczaj się.. nie wolno Ci...- skarciłam go śmiejąc się. Gadaliśmy jeszcze bardzo długo. Wyszłam od Billa gdy już sie ściemniało.
****************************************
Przed chwilą wyszła. Zostawiając na jego policzku ślad swoich ust. Nie znał jej. Nawet nie wiedział jak ma na nazwisko, zapisała mu tylko swój numer komy na kartce. Miał ja przed oczami. Te śliczne brązowe oczy, lekko falowane włosy. Uśmiech jak u anioła. Była tak miła, swobodna, bezpośrednia. Ale i budziła w nim ciekawość. Skąd wiedziała, ze tu jest. jak ją wpuścili. Skąd wiedziała, ze się pociął, i jak znalazła się jego domu, w momencie, kiedy tracił życie. Miał nadzieję, ze odpowie mu kiedyś na te pytania. Miał zamiar się z nią zaprzyjaźnić. A co dalej czas pokarze. Wszystko jest możliwe...
*******
prószę by Ci którzy chcą być powiadamiani wpisali się do księgi. jeszcze tą notką powiadamiam po staremu ALE NASTĘPNĄ JUŻ TYLKO TYCH KTÓRZY SIĘ WPISZĄ W KSIĘGĘ!!
komentarze [22]
- - - - - - - - - -
Szablon wykonała
Perza z LayOuts-TH